Tuesday, May 31, 2016

Do celu. To aim.

PL

Ostatnio... Dużo myślałam nad tym, jaki w ogóle sens ma życie i doszłam do wniosku, że opcje są dwie: albo być uległą, dać sobą rządzić i zostać wiecznie 'tą gorszą', zwykłym popychadłem, albo iść twardo do celu nawet po trupach, nie przejmując się opinią innych. Więc o nie nie nie. Koniec z tym co było. Koniec z potulnym aniołem. Czas pokazać pazury, zacząć walczyć o swoje i wykorzystać siłę przebicia. Życie łamie skrzydła? Naucz się latać na miotle. Znajdź w sobie energię, a złośliwcom z uśmiechem udowodnij, że nie wiedzą z kim zadarli.



ENG

Recently... I thought very much about, generally speaking what meaning has a life and I reached a conclusion that options are two: or to be submissive, to let rule oneself and to stay eternally 'this worst one', ordinary rat, or to walk to the aim, not being upset with opinion other. So no no no. End with what was. End with the docile angel. Time to show the claws, to start fighting about one's and to exploit the mettle. Is living breaking wings? Learn to fly on the broom. Find the energy in yourself, and for nasty persons gladly prove that they don't know whom they fell foul

Sunday, May 22, 2016

Zerwane połączenie. Broken connection.

PL

Bywa, że czasem chcemy o kimś zapomnieć, wymazać go z pamięci, wykreślić z życia, odciąć się od wszystkiego, co z nim związane... Na zawsze. Jest to cholernie ciężkie, zwłaszcza, jeśli dana osoba, nawet jeśli prawie nic nas z nią nie łączyło wyrządziła nam ogromną krzywdę, nie wspominając już o takich, które co gorsza darzyliśmy zaufaniem i ciepłymi uczuciami. Gdy ktoś zrobił coś, co zniszczyło od środka, obciążyło psychiczne do tego stopnia, że w głowie zaczęły kłębić się najgorsze myśli, odechciało się żyć... Ludzie potrafią wbić nóż w plecy... Tak... Sama znam to aż za dobrze. Jednak chyba każdy zna ten paradoks, że im bardziej walczy o zapomnienie, tym bardziej ten człowiek i bolesne wspomnienia z nim związane zakorzeniają się w umyśle. Niestety, ale prawda jest taka, że choćbyśmy nie wiadomo co robili i jak bardzo się starali, już na zawsze będziemy w jakiś sposób z ludźmi, z którymi teraz nie chcemy mieć nic wspólnego, związani. Chwile, sytuacje, słowa, wszystko co razem przeszliśmy stało się niejako częścią naszego życia, nas samych, ukształtowało nasze dalsze losy. Przeżycia z udziałem nawet tych najbardziej znienawidzonych osób zaważyły na tym, kim się staliśmy, jak zmieniła się nasza psychika, nasza mentalność, kim jesteśmy teraz. Można z tym walczyć, robić wszystko, żeby zapomnieć, a tak naprawdę osiągać efekt odwrotny od zamierzonego, albo pogodzić się z przeszłością, docenić siebie, osobę, którą się jest w chwili obecnej, odnaleźć chociaż najmniejszy pozytyw w tym, co przeszłość dała teraźniejszości i otworzyć się na lepszą przyszłość, bo przeszłość jest nieodłączną częścią każdego z nas. 



ENG

Sometimes happens that we want to forget about somebody, to rub him out from memory, to delete from the life, to dissociate from everything what is tied with him... Forever. It's really hard, particularly if person, even if hardly nothing didn't link us with, caused us enormous harm, not recalling about which, what worse we trusted and given warm feelings. When somebody did something what destroyed from inside, burdened psychological to such an extent the most evil thoughts started being in a jumble in a head, didn't felt like them living... People are able to stick a stab into the back... Yes... I know it as far as too well. However everyone probably knows this paradox, that more is fighting for the oblivion, all the more this man and painful memories associated with him are taking hold into the mind. Unfortunately, but the truth is, that even if it isn't known what we do and if we tried very hard, forever we will already be somehow or other associated with people, with which now we don't want to have nothing to shared. Moments, situations, words, everything what we passed together, became a part of our life so to speak, of us alone, formed our more distant fates. Experiences with the participation of even these most hated persons, influenced whom we had become, how our psyche changed, our mentality, who we are now. It's possible to struggle with it, to do a everything in order to forget and actually to achieve the opposite effect than planned, or to be reconciled with a past, to appreciate oneself, the person which we are at present, to find at least a smallest positive in what the past gave to the present time and to open for the better future, because the past is an indelible part of each of us.


Friday, May 20, 2016

Nie warto... Not worthwhile...

PL

Czasem lepiej odpuścić, serio, dla własnego dobra. Jeśli coś od środka podpowiada Ci, albo wręcz krzyczy: 'Nie! Nie rób tego!' daj sobie spokój, naprawdę. Nie warto mieszać się w sprawy, które czujesz, że nie przyniosą niczego pozytywnego, nie dadzą Ci szczęścia, którego tak bardzo oczekujesz. W niektórych przypadkach lepiej powiedzieć 'STOP' zanim sprawy zajdą za daleko, a zamiast radości pojawi się smutek, cierpienie i rozczarowanie. Czasami dobrze jest wsłuchać się w siebie, odkryć co ma nam do powiedzenia podświadomość, dopuścić do głosu intuicję, bo nie od parady ona jest. Przeważnie odrzucana na najdalszy plan, albo w ogóle nie dostrzegana, a tak często potrafiąca ostrzec, ochronić przed wieloma niebezpieczeństwami i bólem... Jeśli tylko jej wysłuchasz. W końcu po coś natura nas nią obdarzyła, więc czemu nie korzystać z czegoś, co może pomóc zaoszczędzić wielu goryczy?
Chyba każdy zna uczucie, kiedy bardzo chce coś zrobić, na siłę dążyć do danego celu, a gdzieś w środku pojawia się szept: 'Uważaj, coś tu jest nie tak, podejrzana sytuacja, to nie skończy się dobrze', a jednak idzie dalej, brnie w zaparte, mówi sobie 'Aj tam, bez przesady... Nie wierzę w takie rzeczy, dam radę, nie będzie źle'. Masz wiarę w siebie, to dobrze, punkt dla Ciebie. Tylko czy aby na pewno warto ślepo pchać się do przodu, nie biorąc pod uwagę co usiłuje przekazać wewnętrzne 'JA'? Niby ryzyko jest dobre, ale jeśli od początku coś nie daje Ci spokoju, mimo chęci dręczy odczucie, jakby rozdzierało Cię od środka, odciągało jak magnes od podjęcia danej decyzji - nie rób tego, ani nie daj się zmusić. Nikt nie wie co czujesz, więc niech nikt nie kieruje Twoim życiem. Tak samo, kiedy doskonale wiesz, że sprawa jest przegrana, a w dalszym ciągu na siłę próbujesz o nią walczyć... To nie ma sensu, naprawdę, jedyne, czego możesz się dorobić to nerwy, zmartwienia, stres, rozczarowanie... Dlatego pewnych sytuacjach lepiej odpuścić, dać sobie spokój, zanim będzie za późno i uchronić się przed niepotrzebnym cierpieniem, bo potem pozostanie żal i milion pytań 'Dlaczego? Co mnie do jasnej cholery pokusiło, żeby to zrobić?', a czasu nie cofnie nic.



ENG

Sometimes better to give up, seriously, for one's own good. If something from the centre is suggesting you, or is screaming straight out: 'No! Don't do it!' give up, really. It isn't worthwhile interfering in matters which you feel, that will bring nothing positive, won't give you happiness which so much you expect. In some cases better to say 'STOP' before cases will go too far, and instead of joy sadness, suffering and disappointment will appear. Well is sometimes to listen intently to oneself, to discover what has subconscious to saying for us, to allow the intuition to speak, because not on special occasions it is. Mainly rejected to the background, or generally speaking not noticed, but so often being able to warn, to protect from many dangers and pain... If only you will hear out for it. In the end up to something the nature gave it us, so why not to use something what can help to spare many bitternesses?
Probably everyone knows emotion, when very much wants to do something, by force to aspire to the given target, and somewhere inside a whisper appears: 'Think, something here isn't ok, suspicious situation, it won't end well', after all is going further, is wading in baulking, is telling to oneself 'Ow there, without the exaggeration... I don't believe in such things, I will get it, it won't be badly '. You have a self-confidence, it's okay, the point for you. Only whether so that is itcertainly worthwhile blindly pushing ahead, disregarding what's trying to provide internal 'I'? Supposedly the risk is good, but if from the beginning something isn't giving you the peace, in spite of willingness is tormenting feeling, as if toring you from the centre, pulling away as the magnet from making a given decision - don't do it, neither don't let force yourself. Nobody knows what you feel, so let nobody manage your life. The same, when you know very well that a case is lost, and by force you are still trying to fight for it... It doesn't make sense, really, only what you can acquire these are nerves, worries, stress, disappointment... Therefore certain situations better to give up, before it will be too late and to protect oneself from the unnecessary suffering, or then else sorrow and the million of questions 'Why? What tempted me to do it?' will stay, and nothing will turn back the time.

Wednesday, May 18, 2016

Ex's & Oh's

PL

Obiecali, oszukali, zdradzili... A potem co? Wielkie przeprosiny, obietnice zmian i bla bla bla. Znajome, prawda? Nie nie, nie ma tak dobrze. Dlaczego to my mamy się martwić, przejmować, denerwować? Przecież to oni namieszali, to oni spieprzyli, więc niech to oni znikną. Po co psuć sobie krew przez takie szkodniki, niepotrzebnie marnować czas i zawracać sobie głowę? No po co? Nie można się poddawać, ulegać. Niech wiedzą, co zrobili, poczują swoją porażkę, a tym czasem cieszmy się życiem, bo ono takie piękne jest. Bez fałszywych mord i pasożytów. Pamiętaj - Nigdy nie wpuszczaj byłego do swojego życia, niech zatruwa je komuś innemu. Jeszcze kiedyś trafi kosa na kamień, a my będziemy się im śmiać prosto w twarz. Natomiast teraz come on! Głowa wysoko do góry i marsz do przodu zdobywać szczęście, na które w pełni zasługujemy.
A Wam? Powodzenia w dalszej działalności mendy :*


ENG

They promised, cheated, betrayed... And then what? Great apology, promises of changes and blah blah blah. Familiar, true? Not not, it doesn't work like that. Why that we are supposed to worry, to take over, to irritate? After all they mixt it, they screwed up, so let's they disappear. For what to break blood through such vermin, unnecessarily to waste time and to bother oneself? For what? We mustn't give up, to surrender. Let them know, what they did, let them feel their defeat, and let us enjoy  life, because it is so beautiful. Without false muzzles and parasites. Remember - never let ex come back to your life, let poisons it for somebody else. At one time they'll meet their match, and we will be laughing straight into their face. However now come on! Head high up and ahead to get happiness which we fully deserve.
And for you? Successes in further activity, bastard :*



Tuesday, May 17, 2016

Matka głupich. Fools' mother.

PL

Mówią, że to nadzieja umiera ostatnia, jednak czy aby na pewno? Czy może to ona znika pierwsza, a za sobą ciągnie całą resztę prosto w kierunku totalnej katastrofy? Więc jak to w końcu jest? Przecież w naprawdę wielu przypadkach, nawet gdy coś ma szansę na może nawet graniczący z cudem rozwój, ale jednak rozwój, w umyśle odzywa się coś, co blokuje wiarę w to, zabija nadzieję na pomyślne zakończenie... Fakty i otaczająca rzeczywistość też nie są pod tym względem 'optymistami', wręcz działają bezlitośnie i bezwzględnie jak sole trzeźwiące. Aż krzyczą: 'Wake up! Obudź się! Przestań żyć złudzeniami!'. Bo jak można ślepo patrzeć w coś wyimaginowanego, skoro fakty mówią same za siebie? Ktoś kiedyś powiedział, że nadzieja matką głupich... Może coś w tym jest, hm? Z jednej strony, jeśli żyjesz nadzieją, żyjesz w kłamstwie, w świecie wyobraźni, wierzysz w coś, co może się wydarzyć, może nie (lepiej zakładać, że nie - mniejsze rozczarowanie po zderzeniu z rzeczywistością), trwasz praktycznie w stanie oderwania, z głową w chmurach... Z drugiej zaś jest to swego rodzaju motor, siła napędowa, motywacja do działania, światełko w tunelu 'A może jednak mi się uda, może będzie dobrze, dam radę' daje lepszą wizję przyszłości, a co za tym idzie poprawia samopoczucie. Tylko potem co? Bolesny upadek na ziemię, płacz i połamane skrzydła, czy bezgraniczna euforia? Opcje są dwie jednak najczęściej niezależne od nas samych... A co kiedy życie sprawi, że stracimy nadzieję już na samym początku? To się wbrew pozorom zdarza wcale nie tak rzadko, naprawdę. Wtedy zaczyna się reakcja łańcuchowa. Wali się wszystko, jedno za drugim, to co wcześniej miało chociaż minimalny sens, teraz przestaje go mieć, cała radość, chęć walki o lepsze po prostu znika. Toruje się prosta droga do katastrofy. Najgorsze jest to, że najczęściej raz zniszczonej, utraconej wiary nie da się już odbudować... Podsumowując opcje są trzy: żyć złudzeniami, skreślić wszystkiego na starcie, albo... Żyć złudzeniami. Los bawi się nami jak zabawką, a my cieszymy się jak głupi do sera.



ENG

They are saying that hope die last, however whether in order to certainly? Whether it's  disappearing  first, and is dragging behind itself the all that mob straight towards the total disaster? So in the end is it? After all in really many cases, even when something is having a chance of the development perhaps even verging on the miraculous, but still a development, in the mind is speaking something what's blocking the faith in it, is killing hope for the successful end... Facts and surrounding reality also aren't 'optimists' in this respect, straight out are acting mercilessly and ruthlessly as smelling salts. As far as are screaming: 'Wake up! Wake up! Stop being living in a fool's paradise! '. Because how is it possible blindly to look into something imaginary, since the facts speak for themselves? Somebody at one time said, that hope is the mother of fools... Perhaps there must be something in it, hmm? From one side, if you are living in hope, you live in the lie, in the world of imagination, you believe in something what can happen, perhaps not (better to establish, that not - smaller disappointment after confronting reality), you last practically in the state of the surrealism, with the head in clouds... On the other whereas it's motor, a kind of the driving force, motivation for action, the light at the end of the tunnel 'and maybe however I'll manage, it will be perhaps well, I will get' it's giving the better vision of the future, and consequently is making feel better. Only then what? Painful fall to the ground, crying and wings broken up, or endless euphoria? Options are two however most often independent of us alone... And what when the life will cause that we'll lose hope at the very beginning? It contrary to appearances is happening not at all rarely, really. Then a chain reaction is beginning.  Everything is bashing, one too second, what earlier had at least a minimal meaning, now is stopping have it, the entire joy, willingness of the fight about better is simply disappearing. A simple way to the disaster. The fact that the once destroyed, lost faith most often won't can be already rebuilt is worst... To sum up options are three: to be living in a fool's paradise, to delete everything from the start, or... To be living in a fool's paradise. The fate is toying with us like with the doll, and we are pleased like an idiot.