Saturday, December 31, 2016

Podsumowanie 2016! 2016 Summary!

PL

W końcu udało mi się dokończyć nieco spóźnione, ale jednak, podsumowanie roku 2016. Nareszcie. Muszę z uniesioną głową przyznać, że rok, który właśnie się zakończył był dla mnie bardzo ciężki i jestem z siebie dumna, że jakoś dałam radę i wyszłam z niego cała i zdrowa. Naprawdę. Te dwanaście długich miesięcy przyniosło mi sporo szczęścia, to fakt, ale w porównaniu do ogromu bólu, jaki musiałam znieść, cały ten promyczek znacznie przyćmiewa. Podczas tych 366 dni wydarzyło się tyle, że mogłabym śmiało powiedzieć, iż przez moje życie przeszło tornado, tsunami, wybuch wulkanu i trzęsienie ziemi w jednym. Była ogromna radość, była miłość, był smutek, były łzy, ogromny ból i załamanie psychiczne. Mogłam fruwać trzy metry nad niebem i chciałam umrzeć. Przeżywałam piękne chwile i dowiedziałam się o poważnych problemach zdrowotnych. Śmiałam się do łez i przez całe noce płakałam. Coś osiągnęłam, coś straciłam. Wiele zobaczyłam, jeszcze więcej się nauczyłam. Poznałam wiele osób i z równie wieloma się rozstałam. Odkryłam, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Straciłam zaufanie, nabrałam dystansu. Dotarło do mnie, że nie wszystko złoto, co się świeci, a czasem i to, co na pozór jest brzydkie i szare, po głębszym zbadaniu okazuje się być prawdziwym brylantem. Zmieniłam perspektywy. Zmieniłam podejście do życia. Ja się zmieniłam. Teraz, gdy minął spory okres czasu, widzę, że zaczynając rok 2016 byłam dzieckiem. Małą dziewczynką, bez żadnego doświadczenia. Bez problemów. Bez nadziei. Bez niczego. Obecnie jestem kimś zupełnie innym. I niczego nie żałuję, niczego. Zarówno te dobre, jak i złe rzeczy mi pomogły, ukształtowały mnie, wzmocniły, pomogły stać się lepszą, silniejszą, bardziej odporną i mądrzejszą wersją siebie, bez nich nie stałabym się tym, kim jestem teraz. Nie byłabym tą samą dziewczyną, a kimś zupełnie innym i jak podejrzewam, o wiele, wiele słabszym. Teraz to ja. Silna, młoda kobieta ze swoimi, jasno sprecyzowanymi celami, nadziejami, swoimi konkretnymi marzeniami, które zamierzam spełnić choćby nie wiem co, bo jak wiadomo, mój mój pot, mój ból, moje łzy, ludzka zazdrość. Wiele przeszłam, wiele przeżyłam, do wielu wniosków, poważnych wniosków doszłam i nie chcę. Nie chcę być już tą samą osobą, którą byłam w 2016 roku. Chcę ten nowy, 2017 rok uczynić wyjątkowym, najbardziej wyjątkowym, jak to tylko możliwe. Wprowadzić zmiany, ogromne zmiany. Chcę być szczęśliwa. Tak naprawdę szczęśliwa. Coś osiągnąć, choćby jeden mały sukces, spełnić choćby jedno, najdrobniejsze marzenie. Zakończyć wszystko to, co było złe, zagrzebać razem z minionym czasem. Na zawsze i bezpowrotnie. I zacząć nowe, lepsze życie pełne radości, miłości, szczęścia i zadowolenia. A ludzie? Mogą sobie robić co chcą, mogą hejtować, kochać, nienawidzić, starać się wytrącić z równowagi, ale i tak im się to nie uda, już nie. Wchodząc w 2017 czuję się jak wyswobodzona z łańcuchów, lekka jak piórko, jak anioł, odprężona, jak nowonarodzona, jak gdyby spadła ze mnie tona kamieni. Teraz mogę zacząć wszytko od nowa z uśmiechem na twarzy, uniesioną głową, blaskiem w oczach i żywym płomieniem w duszy. Ah, jakie to piękne uczucie, mieć w sobie coś, co daje siłę, magiczną siłę i światło w tunelu, dla tego co najlepsze, najpiękniejsze. Jestem pełna nadziei i nowych perspektyw na lepszą przyszłość i z całego serca życzę sobie, by nikt ani nic tego nie zniszczyło. I niech tak pozostanie, niech wszystko będzie tak, jak trzeba, bez bólu, bez łez, bez trosk, bez zła czyhającego gdzieś za rogiem, by zrujnować cud, piękno i niepowtarzalność życia.
Happy new year!



ENG
In the end I managed to complete this a bit late, but still, summary of 2016. At last. With the raised head I have to admit that the year which just ended was very hard for me and I'm proud that somehow I got by and left it safe and sound. Really. These twelve long months brought me quite a lot of happiness, admittedly, but all of these in comparing to the largeness of pain which I had to stand, much is dimming this sparkle. During these 366 days happened so lot, that I could boldly say a tornado, tsunami, volcanic eruption and an earthquake went through my life in one. There was great joy, there was love, there was sadness, tears, great pain and the psychical breakdown were. I could fly about three metres above the sky and I wanted to die. I survived happy moments and learnt about serious health problems. I laughed until the tears run down my cheeks and for the entire nights cried. I reached something, I lost something. A lot I saw, and more I learnt. I got to know a lot of persons and same many I parted with. I discovered, who was a friend, and who enemy. I lost the trust, I gained the distance. It become clear to me, that all that glitters isn't gold, and what's more sometimes, what seemingly is ugly and grey, after deeper examining turns out to be the real brilliant. I changed prospects. I changed the approach towards the life. I was changed. Now, when a disputes period of time passed, I can see, that starting 2016 I was a child. Little girl. Without any experience. Without problems. Without hope. Without anything. At present I'm somebody completely different. And I have no regrets, of nothing. Both these good, as well as bad things helped me, moulded me, strengthened, helped to become a better, stronger, more immune and cleverer version of myself, without them I wouldn't become who I am now. I wouldn't be the same girl, but somebody completely different and how I suspect, much, much weaker. Now it's me. Strong, young woman with own, brightly defined aims, hopes, own specific dreams which I'm going to fulfil, no matter how, because as everybody knows, my sweat, my pain, my tears, human jealousy. I lived through a lot, a lot I survived, came to many conclusions, serious conclusions, and I don't want. I already don't want to be the same person which I was in 2016. I want to make the new 2017 special, most special, how it is only possible. To implement changes, intense changes. I want to be happy. Really happy. To reach something, at least one small success, to fulfil even one, the smallest dream. To finish everything what was bad, to bury together with the past time. Forever and irretrievably. And start new, better life, full of joy, love, happiness and pleasures. And people? They can do what they want, can hate, love, hate, try to throw off balance, but they will no longer get by, no longer. Entering 2017 I'm feeling like freed from chains, as light as a feather, like the angel, relaxed, as newborn, as if a ton of stones fell off me. Now I can start everything anew with huge smile on the face, raised head, glitter in eyes and living flame in my soul. Ah, what a amazing feeling, to have something in myself, what gives power, magical power and the light at the end of the tunnel, for this what best, most beautiful. I'm full of hope and new perspectives for the better future and with all my heart I wish nobody or nothing not to destroy this. And let it stay like this, let everything be this way, how it should be, without tears, without pain, without concerns, without the evil waiting somewhere round the corner to ruin the miracle, the beauty and the uniqueness of the life.
Happy new year!


Friday, December 30, 2016

Ludzie. People.

PL

Ludzie. Otaczają nas wszędzie, z każdej strony, jedni wywołują uśmiech, drudzy doprowadzają do łez. Jedni podnoszą na duchu, kolejni podcinają skrzydła. Jedni pomagają, inni robią wszystko, by zaszkodzić i zniszczyć. Jedni są jak do rany przyłóż, zaś drudzy to zło wcielone. Jedne osoby sprawiają, że życie jest piękne, drugie, że najchętniej nie wstawałoby się z łóżka... Niektórzy działają jak winda do nieba, znowu inni ciągną na dno... Ludzie są, jacy są, ale to od nas i tylko od nas zależy, czy uda im się pociągnąć nas na dno, czy wszystkie zła, które spotkały nas z ich strony wykorzystamy jako lekcję i solidną tarczę, która wzmocni nas na przyszłość. Co nas nie zabije, to nas wzmocni, a na toksycznych ludzi także trzeba wyrobić sobie odporność, nigdy nie ulegać i budować swoją własną wewnętrzną siłę przebicia.


ENG

People. They surround us everywhere, from every side, one are evoking the smile, other reducing to tears. One are comforting, next undercutting. One help, other are doing everything in order to harm and destroy. One are as good as gold, whereas other are an incorporated evil. One persons cause that living is fine, other, that most willingly wouldn't get up from the bed... Some are like the lift to the sky, then again other are pulling to the bottom... People are as are, but it depends on us and only on us, whether they will manage to pull us to the bottom, whether we will exploit all badnesses which met us from their side as the lesson and the solid shield which will strengthen us for the future. Whatever won't kill, will strengthen us, and to toxic people we also need to develop the resistance, never surrender and build own internal mettle.

Wednesday, December 28, 2016

Nie do wiary. Unbelievable.

PL

W życiu spotykamy się z różnymi mniej lub bardziej dziwnymi, nieprzyjemnymi, denerwującymi sytuacjami i ludźmi, ale niektóre... To już żałosne i niewiarygodne dno. Nawet bym powiedziała dno dna. Jakaś niedorzeczność. Nie rozumiem jakim trzeba być człowiekiem, jaki poziom sobą reprezentować, żeby za główny cel swojego istnienia obrać działanie na czyjąś niekorzyść, żyć tylko po to, żeby robić komuś na złość, szkodzić, śledzić każdy najmniejszy krok, każdy najmniejszy ruch, by następnie to wykorzystywać i kombinować jak tylko się da, by zniszczyć czyjeś przyjaźnie, plany, relacje z innymi ludźmi, wszystko, zrujnować całe życie. Powiedzcie mi, jakim cholernym dnem trzeba być, żeby za wszelką cenę próbować jakąś osobę zniszczyć? Jak można się pod kogoś podszywać? Jak można kraść czyjąś tożsamość, czyjeś życie tylko dlatego, że ma się chore urojenia, a w marnej główce ubzdurało się, że "Skoro nie mam tego, co masz ty, to ci to zabiorę, a ciebie zniszczę, bo tak mi się podoba"? No powiedzcie mi jak? Jakim śmieciem trzeba być, żeby robić coś takiego? Coś tak podłego? Jakim potworem, totalnym dnem, psychopatą trzeba być, żeby posuwać się do takich rzeczy? Bo ja nie wiem. Nie rozumiem. Nie jestem w stanie tego pojąć. Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale czegoś takiego jak to - nie. Niestety.


ENG

In the life we meet with various more or less strange, unpleasant, irritating situations and people, but some... Are already a pitiful and incredible bottom. I would even say the bottom of the bottom. Some nonsensicality. I don't understand what a human this someone has to be, what a level represent, that the main aim of the being choose working to someone's disadvantage, live only to annoy, to make out of spite, to harm, to track every smallest pace, every smallest movement so that next use it and combine how it's only possible in order to destroy someone's friendships, plans, relations with other people, everything, to ruin the entire life. Tell me, what a damn bottom it's necessary to be to at all costs try to destroy one person? How is it possible to impersonate somebody? How it's possible to steal someone's identity, someone's life only because of having ill delusions, and in the poor head something hallucinated, that "If I don't have what you have, I will take it away from you, and destroy you, because I like it"? Yeah tell me how? What piece of rubbish human has to be to do something like that? Something such nasty? What monster, total bottom, psychopath, in order to move on to such things? Because I don't know. I don't understand. I'm not able to comprehend it. I can understand a lot, but something like that, like it - not. Unfortunately.

Saturday, December 24, 2016

Merry Christmas! ✩

PL

Witajcie moi kochani!
Dziś Wigilia Bożego Narodzenia, więc bez względu na wiarę i religię, życzę Wam spokojnego, cudownego czasu spędzonego w miłym towarzystwie, wszystkiego co najlepsze, magicznej atmosfery, mocy radości, szczęścia, szerokiego uśmiechu na twarzy, spełnienia choćby jednego najmniejszego marzenia i niezapomnianych chwil pełnych pięknych uczuć.
Wesołych Świąt! :*

PS. Obiecuję, że w ciągu kilku najbliższych dni wrócę i postaram się nadrobić zaległości spowodowane dłuższą przerwą, którą musiałam sobie zrobić z powodu niemałego zamieszania i natłoku zdarzeń w moim życiu w ostatnim czasie. :)


ENG

Hello my dears!
Today Christmas Eve, so irrespective of the faith and the religion, I wish you the calm, the beautiful time spent in the nice company, everything what best, the magical atmosphere, power of joy, happiness, a huge smile on your face, fulfilling at least one the smallest dream and beautiful moments full of unforgettable feelings.
Merry Christmas! :*

PS. I promise that within a few nearest days I will come back and try to make up for the arrears caused by the long break which I had to do because of the quite big confusion and the multitude of events in my life in the recent time. :)

Wednesday, November 30, 2016

Krok po kroku. Step by step.

PL

Od kiedy pamiętam, byłam typem człowieka z ambicjami, planami, stawiającym przed sobą wielkie i tylko wielkie cele, które za wszelką cenę starał się osiągnąć. Ale wiecie co? Teraz uświadomiłam sobie że nie tędy droga. Uświadomiłam sobie, że nie tylko o to chodzi, nie tylko o to, by widzieć to, co daleko. Odnalazłam motywację w nawet tych najdrobniejszych szczegółach, najdrobniejszych sukcesach, w najmniejszych osiągnięciach, których wcześniej nawet nie dostrzegałam, kompletnie nie docenia łam. A teraz? Teraz nawet głupia, nic nie znacząca przepowiednia andrzejkowa, zwykła zabawa potrafi dodać mi motywacji i pozytywnej energii do działania, i takiej migocącej gdzieś w głębi myśli "A może jednak, a może akurat będzie lepiej i mi się uda?". Każdy kolejny przeżyty dzień, każde kolejne wykonane zadanie, każde kolejne odkrycie, każdy kolejny krok naprzód dodaje mi sił. Dodaje mi motywacji, by poprzez wypełnianie niewielkich celów, torować sobie drogę do osiągnięcia życiowego Mount Everest. Podniosłam się. I działam, działam, by osiągnąć to, czego pragnę. I w przeciwieństwie do swojego poprzedniego podejścia - teraz nawet nie biorę pod uwagę opcji "Nie", nie przyjmuję czegoś takiego, jak "Może się nie udać". Bo się uda. Musi. Bo tego chcę, do tego dążę, w to wierzę, to jest mój cel i ja go osiągnę. Choćby i przez łzy, ale osiągnę. Bo przecież nikt nie powiedział, że ma być łatwo. Ważne, żeby było skutecznie i zakończone sukcesem. I tak będzie, tego się trzymam. Już nie ma rzeczy niemożliwych. Już nie.


ENG

Since I remember, I've been a type of the human with ambitions, with plans, putting ahead myself huge and only huge aims which at all costs tried to reach. But you know what? Now I made aware that this is not this way. I realized that it's not only about it, not only to see this, what's far. I found motivation in even these most trivial details, the most trivial successes, in the smallest achievements which I even didn't notice before, completely not  appreciate it. And now? Now even a silly, nothing-meaning St Andrew's Eve prophecy, the ordinary play is able to give me a motivation and the positive energy to action, and such a thought twinkling somewhere deep inside "And maybe, maybe it will just be better and I'll get by?". Every consecutive survived day, every next well-done task, every next discovery, every next step forward give me strength. Give me motivation, in order to by getting little goals, make my way to the Mount Everest of life. I got up. And I'm acting, working, in order to achieve what I want. And in opposition to my previous attitude - now I don't even suppose the option like "no", don't  accept something like that, as "may not". Because it will be. It must be. Because I want it, I'm aspiring to it, believe in it, it's my purpose and I will reach it. Even and through tears, but I'll achieve. Because after all nobody said it's supposed to be easy. Important that it's effectively and finished with the success. And it will be, I hold on to it. There are no longer impossibles. No longer.

Monday, November 28, 2016

Granica. The limit.

PL

Kolejny raz znalazłam się na krawędzi. Dopadły mnie wszystkie uczucia, wspomnienia, myśli. Cały ten natłok. Po raz kolejny znalazłam się na granicy. Z oczami pełnymi łez. Czuję, że zaraz coś we mnie pęknie. Ale staram się pozbierać. W myślach usiłuję dodać sobie motywacji: "Dziewczyno, jesteś silna, tak wiele razy dawałaś już sobie radę, tak wiele razy przekraczałaś swoje własne granice, potrafisz zrobić to i teraz. Jesteś silna, nie poddawaj się". Jednak to tylko głupie słowa. Tylko głupia próba oszukania samej siebie. Wymuszenia. Ale już nie potrafię. Bo jestem tylko człowiekiem. Tylko człowiekiem, nie maszyną. Mam swoje uczucia i granice wytrzymałości. Uczucia i granice wytrzymałości...
Może codzienny uśmiech to tylko maska?


ENG

Once again I was on the edge. All emotions, memories, thoughts caught me. Entire this pressure. Once again I've been on the limit. With eyes brimmed with tears. I feel that right away something will crack inside me. But I'm trying to gather myself. In thoughts trying to give myself motivation: "Girl, you are strong, so many times you got by, so many times you exceeded your own limits, you are able to do it and now. You are strong, don't give up". However these are only silly words. Only a stupid attempt to cheat myself. Extortions. But I'm no longer able. Because I am only a man. Only a man, not a machine. I have my emotions and breaking points. Emotions and breaking points...
Perhaps the daily smile is just a mask? 


Thursday, November 24, 2016

Kuloodporni. Bulletproof.

PL

Znasz to? Znasz takich, co obrażają, wyzywają, poniżają, szmacą, mieszają z błotem, robią wszystko po to, żeby doprowadzić do łez, załamać, zniszczyć samoocenę i wiarę w siebie? No właśnie, oni to robią tylko po to! Tylko po to, żebyś ktoś poczuł się gorszy! Tylko po to, żeby zniszczyć czyjeś dobre samopoczucie! Żeby doprowadzić do ruiny czyjąś wiarę we we własne siły i wartość! Bo to zawistni i perfidni ludzie z urażonym, wybujałym ego, bez swojego życia, dla których jedyną pożywką jest nienawiść do innych! Dlatego nie można im się poddać! Wytykają komuś, bo sami o sobie nie mogą nic dobrego powiedzieć! Rzucają bluzgami, bo chcą się dowartościować! A im bardziej ta osoba się załamie, tym bardziej oni będą się cieszyć! Więc głowa wysoko do góry, pierś do przodu i do boju! Nie pozwólmy im osiągnąć celu. Nie można się nimi przejmować, mamy swoją wartość, więc znajmy ją, doceniajmy i nie dajmy się poniżać. Jesteśmy silni, więc wykorzystajmy to i bądźmy kuloodporni. Stać nas na to. Takie pasożyty chcą naszych łez, więc dajmy im szeroki uśmiech, który będzie dla nich największą karą jaka istnieje. To wypali w ich ego taką dziurę, jak w wampirach słońce ;)


ENG

You know it? You know people who offend, abuse, humiliate, slate, do everything only in order to lead to tears, to break down, to destroy the self-assessment and the self-confidence? Yeah exactly, they do it for this only! For making someone feel worse! Only to destroy someone's sense of well-being! If only to bring someone's faith to the wreck in into own strength and the value! Because they're envious and deceitful people with the hurt, luxuriant ego, without own life, for which hate to other is the only food! Therefore mustn't undergo them! They're poking out for somebody, because can't say anything good about themselves! They'll hurl insults, because want to feel more appreciated! And as more this person will break down, the more they will be pleased! So head high up, breast ahead and for the attempt! Don't let them achieve their goal. We mustn't care with them, we have our value, so know it, appreciate and not let debase ourselves. We are strong, so use it and be bulletproof. We can afford it. Such parasites want our tears, so let's give them a broad smile which will be the biggest punishment which exists for them. It will burn such a hole in their ego, like in vampires the sun ;)

Sunday, November 13, 2016

Wybór należy do nas. The choice is ours.

PL

Żyjemy w ciągłym biegu, w pośpiechu, w totalnym amoku, ciągle do czegoś goniąc, szukając bez ustanku sami nie wiedząc czego, od celu do celu, jak zaprogramowane maszyny bez uczuć, marzeń i granic wytrzymałości. Robimy coś, bo tak trzeba. Bo inni tak chcą. Bo świat tego "oczekuje". Bo jak to będzie wyglądało, jeśli się zbuntujemy. Co ludzie powiedzą. Tylko czy tak naprawdę robimy to dla siebie? Czy naprawdę chociaż trochę chcemy tego, co dzieje się z nami na codzień automatycznie, "bo tak musi być"? Nie? A jednak. Żyjemy pod taką presją, że najczęściej słowo "Nie" przestaje w ogóle istnieć, bo.
Bo ktoś się pogniewa. Bo ktoś się obrazi.  Bo stracę przyjaciela. Bo ludzie będą o mnie źle mówili. Bo atmosfera się pogorszy. Bo będę "tym gorszym"... I można by tak wymieniać w nieskończoność, ale każdy wie, jakie sytuacje go w życiu spotykały i spotykają z powodu jakże niemile widzianego wśród znacznej części społeczeństwa, sprzeciwu. Jednak mamy wybór. Albo być robotem, maszyną pracującą pod dyktando odgórnie narzuconego, irracjonalnego przekonania "bo tak trzeba", albo jak mówi piosenka Eminema "Not afraid", nie dać się, zbuntować przeciwko temu, co nas wypala, wyniszcza, czego wcale nie chcemy, ale jesteśmy do tego w jakiś sposób zmuszani. Pozwólcie, że przytoczę cytat, który może świetnie spisać się jako mantra dla osób o niskim poczuciu własnej wartości (chociaż kto zna Eminema, ten cytat zapewne też zna na pamięć) i przypominać, że żyjemy dla siebie - "When I say I'ma do something I do it, I don't give a damn what you think, I'm doing this for me, so fuck the world"  Nie bójmy się powiedzieć "dość" toksycznemu życiu i zacznijmy walczyć o swoje, robić to, co nas uszczęśliwia, co sprawia, że czujemy się spełnieni i wartościowi. I co najważniejsze nie przejmujmy się światem, bo robimy to dla siebie. Dla siebie, a nie dla obcych i dla tego, co ludzie powiedzą. Trzeba uwierzyć w siebie i swoją siłę. Nie przejmujmy się tym, co inni o nas mówią, wyznaczmy sobie własne cele, a damy radę i będziemy szczęśliwi. Powodzenia :)


ENG

We live in the constant run, in a hurry, in the total amok, still rushing to something, searching endlessly not knowing of what, from target to target, as programmed machines without emotions, dreams and breaking points. We are doing something, because this way it's necessary. Because other want this way. Because world "expects" of this. Or else how will it look like, if we rebel. What people will say. Only whether actually we do it for ourselves? Whether really at least a bit we want what happens with us daily automatically,  "because it  must be this way"? No? After all. We live under such a pressure, that most often word "no" is stopping generally speaking exist, because.
Or else somebody will get cross. Or else somebody will be offended. Or else I will lose the friend. Or else people will be speaking ill of me. Or else the atmosphere will deteriorate. Or else I will be "this worse"... It's possible to give examples without ending, but everyone knows, what situations in the life met him and are meeting for the reason indeed unwelcome amongst the considerable part of society, opposition. However we have choice. Or to be a robot, machine working up to the dictation of the top-down imposed, irrational belief "because this way need to be", or as the Eminem's "Not Afraid" song says - not to give up, to rebel against what burns us down, destroys, what we don't want at all, but somehow we are being forced to it. Let, that I will quote the quotation which can be great as the mantra for persons with low self-esteem (although who knows Eminem, probably also knows this quotation by heart), and to remind that we live for ourselves - "When I say I'ma do something I do it, I don't give a damn what you think, I'm doing this for me, so fuck the world" . Don't be afraid to say "quite" for toxic life and let's start fighting for own, to do what is making us happy, what make us feeling fulfilled and valuable. The most important, don't care about the world, because we are doing it for ourselves. For ourselves, no for strangers and for what people will say. It's necessary to believe yourself and your power. Don't care about this, what other people say about us, just fix our own purposes, and we will get by and be happy. Good luck :)


Monday, October 31, 2016

Oni. They.

PL

Ludzie. Im bardziej im ufasz, im bardziej Ci na nich zależy, im lepiej ich traktujesz, im bardziej chcesz by było dobrze, tym gorzej jest. Tym bardziej ranią. Tym bardziej krzywdzą. Tobie zależy, a oni? Wyzywają, oskarżają, olewają, doprowadzają do łez, do cierpienia. Ranią. Zabijają. Tak, właśnie, zabijają. Bo słowa dźgają w serce o wiele bardziej, niż nóż. O wiele bardziej. Ale niektórzy nie rozumieją. Nie rozumieją i doprowadzają do ran, które mogą nigdy się nie zagoić. Nigdy... Nigdy... Nigdy. Pamiętaj o tym, zanim wobec kogoś tak postąpisz. Bo nikt nie zasługuje ma takie traktowanie. Nikt.


ENG

People. As more you trust them, as more you care about them, as better you treat them, as more you want it to be well, as worse it is.  All the more they are wound. All the more they are hurt. You care, and they? They challenge, accuse, treat lightly, lead to tears, to suffering. They wound. They kill. Yes, they just kill. Because words  stab in the heart far more, than the knife. Far more. But some people don't understand. They don't understand and lead to wounds which can never heal up. Never... Never... Never... Remember about it, before you will act towards somebody this way. Because nobody deserves for such a treatment. Nobody.

Thursday, October 6, 2016

Kiedy... While...

PL

Kiedy czas upływa, czy tego chcemy, czy nie, przechodzimy testy, zdajemy sobie sprawę z tego, co dla nas ważne, ważniejsze, najważniejsze. Otwieramy oczy, zaczynamy dostrzegać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy, co było dla ukryte, co tkwiło gdzieś głęboko w nas, nieodkryte, nieoszlifowane, niczym diamenty w kopalni... Z biegiem czasu uczymy się życia, uczuć, ludzi, siebie... Uczymy się jak bardzo potrafimy kochać, cierpieć, tęsknić, czuć. Uczymy się smutku i radości. Uczymy się siebie, jako siebie i siebie nawzajem. Upływający czas pokazuje nam, jak wielu rzeczy nie byliśmy świadomi, jak wielu potęg nie docenialiśmy.
Jak wiele jest przed nami. 


ENG

When the time passes, whether we want it, whether no, we pass tests, we become aware of this, what important for us, more important, most important. We open our eyes, start notice this, of what we didn't notice before, what was hidden, what was stuck somewhere deep inside us, undiscovered, rough, like diamonds in the mine... With time we learn life, emotions, people, oneself... We learn how very much we are able to love, to suffer, to miss, to feel. We learn sadness and joy. We learn oneself, as oneself and each other. The passing time shows us, how many things we weren't conscious, how many power we didn't appreciate.
How lot is ahead of us.


Tuesday, September 20, 2016

Runaway.

PL

Chciałabym. Chciałabym być teraz gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie czuję się bezpiecznie. Z kimś, przy kim jestem bezpieczna. Tak bardzo chciałabym być teraz gdzieś, z kimś, daleko, jak najdalej stąd. Jak najdalej od tego pieprzonego miejsca, od tego pieprzonego kraju, gdzie jestem zagrożona. Gdzie jestem w niebezpieczeństwie. Cholernie wielkim niebezpieczeństwie. Chciałabym wyrwać się stąd jak najdalej. Do tego jedynego miejsca na świecie. Tam, gdzie czułam się szczęśliwa. Zostawić to wszystko co tu, daleko za sobą... Otworzyć oczy, wziąć oddech i zacząć żyć.


ENG

I would like. I would like to be now somewhere in the distance. Somewhere, where I feel safe. With somebody, by whom I'm safe. So much I'd like to be now somewhere, with somebody, far, as farthest from here. Like farthest from this fucking place, from this fucking country, where I am endangered. Where I am in danger. Really great danger. I would like to break free from here as farthest as it's possible. To this only place in the world. Where I felt happy. To leave that's all what here, far far behind myself... Open eyes, draw breath and start live.

Friday, September 16, 2016

Can't be afraid of the dark...

PL

Bywa, że nic nie jest tak, jak tego chcesz, wszystko układa się jak w najgorszym koszmarze. W niczym nie widzisz sensu, znika ochota do życia, tracisz nadzieję, masz dosyć wszystkiego i wszystkich, zaczynasz wręcz się zastanawiać czy nie lepiej byłoby, gdyby Ciebie nie było, wszystko co kochasz, na czym Ci zależy, nagle rozpływa się w powietrzu, a Ciebie dopada nieopisany smutek i przygnębienie... Scenariusz pewnie większości znany, zdarza się w życiu każdego, prędzej czy później, niezależnie od wieku... Ja też to znam, oj znam i to jak dobrze, nawet nie jestem w stanie do tego wracać... Ale cholera, no! Mimo, że jest bardzo ciężko, trzeba się podnieść, nie jest łatwo, ale trzeba, trzeba walczyć i odnaleźć motywację od nowa, bo inaczej prosta droga do depresji... Chyba nikt tego nie chce, a jednak... Jak to ktoś kiedyś powiedział, po burzy zawsze wychodzi słońce, tak więc i dla nas jest nadzieja, raz dołek, raz szczyt, ale niestety, tak już jest. Nie ma życia bez trosk, nie ma dymu bez ognia, nie ma dnia bez nocy, nie ma jasności bez ciemności. Dlatego nie możemy się bać. Nie możemy bać się tego, co ciemne. Musimy odnaleźć iskrę i rozpalić wszystko od nowa. Od nowa odnaleźć nadzieję, wiarę i siłę. Mimo, że nie ma lekko, wiem. Wiem aż za dobrze. Ale po nocy nadchodzi nowy, jasny dzień, a marzenia jego siłą.


ENG

Sometimes, nothing is as you want it to be, everything is like in the worst nightmare. In nothing you can see the sense, a willingness to life is disappearing, you're losing hope, you are fed up with everything and everyone, even you are starting thinking if not better would be, if you weren't, everything what you love, what you care about, suddenly is dissolving into thin air, and inexpressible sadness and depressive feelings are seizing you... Script most probably well-known to the majority, happens in the life of everyone, sooner or later, irrespective of the age... I also know it, ow I know and what's more how well, even I'm not able to come back to it, I can't... But damn it, yeah! Even though it's very hard, it's necessary to get up, it isn't easy, but it's necessary, it's necessary to fight and to find motivation anew, or else it's simple way to depression... As somebody at one time said it, after the storm a sun always comes out, so there is hope also for us, sometimes bottom, sometimes top, but unfortunately, such already it is. There is no life without fears, there's no smoke without fire, there is no day without the night, there's no brightness without darkness. Therefore we cannot be afraid. We cannot be afraid of this, what dark. We have to find the spark and lighten everything anew. Anew to find hope, the faith and power. Even though there is no lightly, I know. I know as far as too well. But after the night a new, bright day comes, and our dreams are its power.


Tuesday, September 6, 2016

Ten moment. This moment.

PL

Znasz to? Znasz ten moment, kiedy tak bardzo kogoś potrzebujesz, kiedy potrzebujesz, żeby był blisko, kiedy potrzebujesz bliskości tej osoby, a jej przy Tobie nie ma? Cudowne uczucie, prawda? Przygnębienie, pustka, samotność, ból i wściekłość w jednym... Łzy aż same cisną się do oczu, a Ty nie możesz nic z tym zrobić... Taka bezradność... I milion pytań "Dlaczego?"... A potem, kiedy tylko ten człowiek się zjawi, wysłucha, przytuli, powie miłe słowo, zmotywuje... Od razu jest lepiej... Jak opatrunek na otwartą ranę... Chociaż czasem się nie pojawia... Jeśli to znasz, nie jesteś sam. Ja znam to aż za dobrze.


ENG

You know it? Do you know this moment, when you need somebody so much, when you need that someone to be close, when you need the closeness of this person, and he/she isn't with you? Beautiful feeling, right? Depression, emptiness, loneliness, pain and fury in one... Tears are coming to eyes, and you cannot do with this anything... Such a helplessness... And million of questions "Why?"... And then, when this man will only appear, will hear out, will hug, will say the pleasing word, will motivate... It's at once better... As the dressing to the wound... Unfortunately sometimes doesn't appear... If you know it, you aren't only one. I know it as far as too well.

Saturday, September 3, 2016

Zagadka. The riddle.

PL

Przeznaczenie. Jedna z odwiecznych zagadek ludzkości. Czy ono istnieje? A może jest tylko jednym z przeciętnie rzucanych na wiatr ludowych przesądów? Czy możliwym jest, żeby każdemu człowiekowi ktoś lub coś było zapisane w gwiazdach? Czy w nasze życie ingeruje siła wyższa, która sprowadza nas na dane ścieżki, czy tego chcemy czy nie, po to, by wydarzyło się coś dla naszej przyszłości bardzo ważnego, po to, byśmy poznali kogoś, kto już na zawsze odmieni nas i nasze życie, kto sprawi, że wszystkie bóle, żale, cierpienia przeszłości odejdą w zapomnienie, kto zagoi rany lepiej niż czas? Sprawi, że nabierze ono zupełnie innych barw, innego sensu, a my sami przestaniemy postrzegać świat tak, jak wcześniej? Czy każdemu przeznaczone jest coś, co jest konieczne, by był szczęśliwy, bez czego będzie czuł pustkę, niedosyt? Czy dla każdego przeznaczona jest jedna osoba, która będzie jak druga połówka jabłka? Czy każdy musi przejść swoją ścieżkę w wyznaczony sposób? Fakt, czy tylko mit? Czy kiedyś dowiemy się, jaka jest prawda, czy kwestia przeznaczenia zostanie już na zawsze dryfująca w otchłani ludzkiej niewiedzy? Tego nie wie nikt.


ENG

Destiny. One of eternal riddles of the mankind. Does it exist? Or perhaps it's only one of folk superstitions on average thrown to the wind? If it's possible that somebody or something are bequeathed to every man in stars? Whether in our life interferes a higher power, which gets us for given paths, if we want it or no, to something very important for our future could happen, up to it, we would get to know somebody who will change us and our life for forever, who will cause that all pains, sorrows, suffering of the past will be gone into forgetting, who will heal wounds better than the time? Will cause that it'll get completely different colours, other meaning, and we will stop look at world this way, as earlier? Whether for everyone something what is necessary for him/her to be happy, without which will feel the emptiness, unsatisfied feeling? Is the one person which will be as the second half of the apple destined for each of us? Must everyone go through life with the designated way? The fact, or only a myth? If at one time we will know, what is the truth, or the case of destiny will be forever remain drifting in the abyss of the human ignorance? Nobody knows it.


Thursday, September 1, 2016

L.O.V.E.

PL

Miłość. Coś silnego i jednocześnie tak delikatnego... Czasem uskrzydla, czasem doprowadza do łez... Bywa wystawiana na próby i wystawia na próby... Dzięki niej przekonujemy się, jak bardzo jesteśmy w stanie przywiązać się do drugiej osoby i jak bardzo boli jej brak... Zdarza się, że z jakiegoś powodu życie nas testuje... Nieraz okrutnie testuje... Czasem jest to spowodowane niechcianym biegiem wydarzeń, czasem tak po prostu ma być, los taki screniarusz napisał, tak miała historia przebiegać. W końcu nie zawsze wszystko jest usłane różami... Czasem trzeba walczyć, bo bywają gorsze czasy, jak w każdej dziedzinie naszego istnienia, lecz to tylko próba, egzamin z uczuć, terapia szokowa mająca uświadomić nam, co i kto jest dla nas najważniejszy... Jeśli kocha się naprawdę, jeśli ta miłość jest prawdziwa i wzajemna, staje się najpotężniejszą siłą na świecie. Nic ani nikt jej nie pokona. Jest niezniszczalna. Przetrwa wszystko, zwycięży. Lata, kilometry, czas - przestają mieć znaczenie... Prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Po prostu trzeba ją dostrzec, rozwinąć i nigdy nie pozwolić odejść... Bo to dar, jeden z najpiękniejszych darów, jakie człowiek może otrzymać, coś, co może uczynić jego życie najszczęśliwszym i najbardziej wyjątkowym na świecie... Jeśli pojawiła się w Twoim życiu, dbaj o nią i nie pozwól odejść. Nigdy. Bez względu na wszystko i wszystkich. Pamiętaj.



ENG

Love. Something strong and simultaneously so delicate... Sometimes it's inspiring, sometimes it's leading to tears... It's exposed to attempts and is exposing to attempts... Thanks to it we're becoming convinced, how very much we are able to become close to the other person and how very much lack of him/her hurts... Happens, that for some reason the life is testing us... Often cruelly testing us... Sometimes it's caused by the unwanted course of events, sometimes it just have to be like this, such a fate wrote a scenario that story had been supposed to go. After all not always everything is all roses... Sometimes it's necessary to fight for this, because hard times are, like in every field of our being, but it's an attempt only, examination in feelings, a shock therapy being supposed to make us aware, what and who is most important for us... If we love truly, if this love is true and mutual, becomes hugest power in the world. Nothing and nobody won't defeat it. It's  indestructible. It will survive everything, will win. Years, kilometres, time - are stopping being significant... True love will survive everything. It's just necessary to notice it, develop and never let go... Because this is a gift, one of the most beautiful gifts which man can receive, something what can make his/her life happiest and most exceptional in the world... If love turned up in your life, care for this and don't let go. Never. Regardless of everything and everyone. Remember.

Tuesday, August 30, 2016

Klucz szczęścia. Key of happiness.

PL

Szczęście. Czym tak naprawdę jest? I jaki jest jego paradoks, że ubodzy, schorowani, głodni, osieroceni, bez grosza przy duszy i dachu nad głową, ci, którzy naprawdę mogliby powiedzieć, że życie ich nie oszczędziło, potrafią się nim naprawdę cieszyć i je doceniać, a ci, którzy żyją na poziomie, nie mogą narzekać, albo co gorsza kąpią się w luksusach z nadmiarem kasy, cały czas się nad sobą użalają, jacy to oni są najbiedniejsi i najbardziej poszkodowani...? To się dopiero nazywa sprawiedliwość. Wielu ludzi przez pół życia, albo nawet i przez całe bełkocze, że są nieszczęśliwi, utrapieni, samotni, że nie było im dane, że nie było im pisane powodzenie, nie była im pisana miłość, nie było im przeznaczone odnalezienie swojego szczęścia, uwicie bezpiecznego gniazda... A prawda jest taka, że nie ma na świecie człowieka, któremu nie należy się spełnienie, który nigdy taki nie będzie, nie ma! Czy to zdrowy, czy chory, każdy zasługuje na bycie szczęśliwym i może to mieć! Wystarczy tylko myśleć pozytywnie, działać i co najważniejsze nie poddawać się! Nigdy! A przede wszystkim umieć docenić to, co się ma! No ale tak... Oczywiście zawsze musi być jakieś "ale"... Sporo osób uparcie twierdzi, że żeby zrealizować jeden plan, spełnić jedno marzenie, trzeba porzucić całą resztę, bo przecież, tak nie można, nie da się pogodzić studiów, pracy, rodziny, miłości, podróży i dążenia do upragnionych celów w jedno! Bo jak! Nie ma szans najmniejszych! Mission impossible level hard! I potem się dziwią, że nie są szczęśliwi... A tymczasem wszystko jest do zrobienia, gdyż dla chcącego nic trudnego. Wcale nie trzeba rezygnować z jednej ważnej rzeczy, żeby osiągnąć drugą. Nie trzeba. Wystarczy tylko powalczyć. Powalczyć o marzenia ich spełnienie. Powalczyć o to, co najważniejsze. Jeśli komuś naprawdę zależy, uda się. Tak więc człowieku bierz się w garść, bierz się do roboty i działaj! Możesz to mieć, możesz być szczęśliwy, tylko nie pozwól szczęściu przejść koło nosa i walcz o nie! Walcz ile masz sił! Możesz to zrobić! Co z tego, że ryzykujesz, co z tego, że nie masz pewności? Nic! Bo kto nie ryzykuje, ten traci, a jedyne co w życiu jest pewne, to podatki i śmierć! Także nie poddawaj się... Nigdy się nie poddawaj! Jeśli naprawdę czegoś pragniesz, jeśli naprawdę czegoś chcesz, nie wahaj się włożyć w to całej swojej siły, a to zdobędziesz. Jesteś wojownikiem. Potrafisz. Uda Ci się. Małymi kroczkami do celu. Zdobędziesz to, co dla Ciebie najważniejsze. Wierzę w Ciebie. I Ty też uwierz. Bo nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko nasze psychiczne ograniczenia.




ENG

Happiness. What actually is this? And what its paradox is, that poor, ailing, hungry, orphaned, and without roof above the head, the ones which really could say that life didn't spare them, are able to be pleased with this, to appreciate it, and the ones which live on the good stage, cannot complain, or what worse, in luxury with the excess of cash, all the time feel sorry for themselves, how are they the poorest and most injured...? This is the justice... Yeah... Many people through half a life, or even through entire mumble that they're unhappy, exasperating, lonely, that wasn't given them, that they weren't destined for the success, love wasn't written for them, finding their own happiness, building a safe nest wasn't destined for them... And the truth is that there's no man in the world which doesn't deserve the fulfilment, which never will be like this, there's no! Whether there's a healthy, or a sick person, everyone deserves being happy and can have it! It's necessary only to think positively, work and most importantly not to give up! Never! But first of all can appreciate it, what have! Yeah, but... Of course it must always be some "but"... Quite a lot of persons are convinced, that in order to fulfill one plan, to fulfill one dream, it's necessary to leave all the rest, because it's impossible to reconcile studies, job, the family, love, the travel and aspiring to longed-for aims in one! Because how! It hasn't the smallest chances! Mission impossible level hard! And then are surprised that they're unhappy... And meanwhile everything is possible to do, because for someone wishing - nothing difficult. It isn't necessary at all to give one important thing up in order to achieve other. It's not necessary. It's necessary only to fight. To fight for dreams and fulfilling them. To fight for this, what the most important. If for somebody really care about something, will make success of it. So man, pull yourself together, set to work and work! You can have it, you can be happy, but mustn't let happiness to slip through your fingers, and fight for this! Fight how much power you have! You can do this! What are you risking, yeah what? You aren't sure, but what? Nothing! Because who isn't risking, is losing, and only what in life is certain, these are taxes and a death! So don't give up... Never give up! If you really want something, don't wonder to put into it entire of your power, and you will get it. Just do it. You are a warrior. You are able. You will achieve. With little steps to the aim. You will get what is the most important for you. I believe in you. And you also have to believe. Because there are no impossibles. There are only our psychological restrictions.

Saturday, August 27, 2016

Zapytaj swojej duszy. Just ask your soul.

PL

Życie. Problemy. Rozterki. Dylematy. Nieraz wydają się niemożliwe do rozwiązania. Przyprawiają o zawrót głowy, doprowadzają do łez. I jak tu znaleźć wyjście z sytuacji, które nie sprawi, że będziemy na skraju załamania nerwowego... No jak? Ty nie wiesz co robić, co myśleć, pytasz znajomych, rodziny, przyjaciół... Każdy mówi coś innego, każdy chciałby Cię przekonać do własnego zdania, a Ty... Balansujesz na krawędzi, czujesz, że coś jest nie tak, że to nie jest to, że coś tu nie gra... Znajome, prawda? Tylko jak z tego wybrnąć...? Może jednak zamiast radzić się wszystkich wokoło lepiej wsłuchać się w siebie, posłuchać intuicji, zapytać własnego serca... Nieraz to właśnie ono jest najlepszym doradcą, nie rozum, nie ludzie... Serce. Tak więc człowieku drogi, nie rzucaj sobie kłód pod nogi. Podążaj za jego głosem, a odnajdziesz swoje szczęście... Bo to Twoje życie, Twoja szansa, Twoje nadzieje, Twoje marzenia, Twoja miłość, Twoja radość, Twoje spełnienie, Twoja przyszłość. Nie czyjaś. Posłuchaj siebie, swojego wewnętrznego głosu. Swojego serca. To ono zawsze prawdę Ci powie. To ono zna Ciebie najlepiej. Nie ludzie. Ty wiesz najlepiej co czujesz, czego naprawdę chcesz, czego pragniesz, do czego dążysz, o czym marzysz... Nie ludzie. Wsłuchaj się w siebie, a odnajdziesz to, czego szukasz. Zapytaj serca, ono nigdy Cię nie oszuka...



ENG

Life. Problems. Dilemmas. Often they seem impossible to solve. They are making vertigo, leading to tears. And how to find the way out of the situation, which won't cause that we will be on the edge of the nervous breakdown... Yeah, how? You don't know what to do, what to think, you ask acquaintances, family, friends... Everyone is saying something else, everyone would like to convince you to one's own opinion, but you... You are on the brink, you feel, that something's wrong, that it isn't this, that something doesn't work, is wrong here... Familiar, right? But how to get out...? However maybe instead of seeking advice of everyone around better is to listen intently to oneself, listen to the intuition, to ask of own heart... Often it's the best adviser, not a mind, not people... Heart. So dear man, don't make your life harder. Follow its voice, and you will find your happiness... Because this is your life, your chance, your hopes, your dreams, your love, your joy, your fulfilment, your future. Not someone's. Listen to yourself, of your internal voice. Yours heart. It will always tell you the truth. It knows you best. Not people. You know best what you feel, what really you want, to what you aspire, about what you dream... Not people. Listen to yourself, listen to your soul, and you will find what you are searching for. Ask your heart, it will never cheat you...

Tuesday, August 23, 2016

Spójrz... Look...

PL

Spójrz, jak wszystko szybko się zmienia... Coś jest, a później tego nie ma...
W jednej chwili masz wszystko, za chwilę tracisz wszystko... Więc zanim coś powiesz, zanim coś zrobisz, przemyśl to, przemyśl to nawet i razy sto. Zanim skrzywdzisz, zanim zranisz, zanim stracisz i już nigdy nie odzyskasz... Bo potem możesz tylko żałować, żałować  i każdego dnia, każdej nocy, każdej godziny, minuty, sekundy walczyć z myślą, że nic już nie jest takie samo, nic nie jest takie jak dawniej, a piękny barwny świat zamienił się w zionącą chłodem i szarościami samotną pustkę... Dlatego pomyśl, pomyśl zanim to się stanie, pomyśl zanim będzie już za późno...


ENG

Look how everything is quickly changing... Something is, and next there is no this...
One moment you have everything, in a minute you are losing everything... So before you say something, before you do something, think it over, think it over even and one hundred times. Before you will hurt, before you lose and you never again recover... Because then you can only regret, regret and every day, every night, of every hour, minute, second, struggle with the thought nothing is already the same, nothing is like before, and beautiful colourful world turned into the lonely emptiness smelling of coolness and greynesses... Therefore think, think before it happens, think before it's already too late... 

Friday, August 19, 2016

To nie jest... It's not...

PL

Ludzie odchodzą, przychodzą... Pojawiają się i znikają. Większość myśli, że mówiąc komuś "Żegnaj, nie chcę cię znać" definitywnie zrywa z tą osobą kontakt, definitywnie wymazuje ją ze swojego życia, definitywnie się z nią żegna... Otóż nie kochani, nie drodzy Państwo. Tak to nie działa. To nie jest! To nie jest pożegnanie...! I tak jeszcze kiedyś się spotkacie... Może nie następnego dnia, może nie w następnym tygodniu, miesiącu, roku... Ale się spotkacie. Nie bądźcie tacy pewni, odchodząc nie mówcie "Na zawsze". Jeszcze nie umieracie, a życie płata różne figle i naprawdę możecie się zdziwić, jeśli po latach pojawi się w nim po raz kolejny osoba, o której już dawno "zapomnieliście", której powiedzieliście "żegnaj"... Góra z górą się nie spotka, ale człowiek z człowiekiem zawsze. Bo życie niespodziewanie może sprowadzić na jedną drogę, pomieszać szyki, połączyć ścieżki, spleść losy ponownie, bez ostrzegania, proszenia, nalegania... I wywrócić wszystko do góry nogami. To nie jest pożegnanie.



ENG

People come... People leave... They appear and disappear... The majority thinks, that telling to somebody "Goodbye, I don't wanna know you" definitively is breaking relation with this person, definitively is removing her (him) out from his (her) life, definitively is saying goodbye... So no loved, no ladies and gentlemen! It doesn't work this way. It's not! It's not goodbye...! One time you will meet... Perhaps of not the following day, perhaps not in next week, month, year... But you will meet. Don't be so confident, leaving don't say "Forever". You aren't dying yet, and life makes different pranks and really you can be surprised, if years later once again a person turns up in it, about which a long time ago "you forgot" which you told "Goodbye"... Mountain with mountain won't meet, but man with the man always. Because life unexpectedly can get to one way, to mix chics, to connect paths, to wreathe fates again, without warning, asking, insisting... And to topple everything over upside down. It's not goodbye.

Thursday, August 18, 2016

Czas. Wspomnienia. Pamięć. Time. Memories. Memory.

PL

Czas... Gdyby tylko można było go cofnąć... Takie pytanie przynajmniej raz w życiu zadaje sobie każdy z nas... Ale czy to by coś dało? Czy to by ulżyło, przyniosło szczęście, radość? Czy to by dało cokolwiek? Nad tą samą kwestią zastanawiam się i ja. Tak, tak, dobrze widzicie, oczy Was nie mylą - właśnie ja. Gdyby istniała taka możliwość, czy dobrym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z niej i cofnięcie się w czasie do odpowiedniego, upragnionego momentu, zanim wszystko się zaczęło, zanim koleje losu zadecydowały za nas... Do chwili, która poprzedzała wszystkie następne, które zapisywały ślady w naszym umyśle, być może ślady piękne, lecz z jakiegoś powodu chcemy je wymazać z pamięci, bo myślenie o nich jest zbyt bolesne i wyciska łzy z oczu niczym cebula, być może ślady złe, raniące psychikę niczym tysiące szabel i maczet, o których za wszelką cenę chcemy zapomnieć, ale nie jesteśmy w stanie... Tak... Pamięć ludzka to cud, jeden z największych cudów, jednak potrafi też być złośliwą zołzą i za cholerę nie pozwoli zapomnieć, choćbyśmy o tym marzyli, śnili i się modlili. Nie da się. Nie można. Mózg zapamiętał i koniec. Dopóki cieszysz się zdrowiem, będziesz pamiętać. Może to i dobrze, może to i źle. Więc jak to jest? Jak to jest z tą naszą pamięcią, wspomnieniami i cofaniem czasu? Warto byłoby to zrobić, czy raczej nie, hmm? Może jednak nie, co? Może jednak wspomnienia, czy to piękne, czy bolesne, nieważne, że doprowadzają do skrajnych emocji warto zachować na zawsze i potraktować je jako coś, co było nam dane, co czyni nas lepszymi ludźmi, pozwala trzeźwiej, ostrożniej, rozważniej patrzeć w przyszłość i budować ją najlepiej jak się da... W końcu wspomnień i wiedzy nikt nie odbierze, prawda? To skarb, który będziemy w sobie nosić przez całe życie i jedna z niewielu, a może nawet jedyna rzecz, którą zabierzemy ze sobą do grobu. Na zawsze.



ENG

Time... If it was only possible to move it back... Such a question at least once in a lifetime ask itself every of us... But whether it would give something? Whether it would relieve, brought luck, joy? Would it give anything? And also I wonder about the same issue. Yes, yes, you can see well, eyes aren't getting you mixed up - exactly I. If such a possibility existed, whether using it and moving back in the time for the appropriate, longed-for moment would be a better solution, before everything began, before the ups and downs of life decided for us... Up to the moment which preceded all next, which saved traces in our mind, perhaps beautiful traces, but for some reason we want to wipe them out from our memory, because thinking about them is too painful and is a tear-jerker like an onion, perhaps traces bad, wounding the  psyche, painful like a thousands of sabres and machetes, about which we want to forget regardless of everything, but we aren't able... Yes... The human memory is a miracle, one of the greatest miracles, however it's able also to be a malicious bitch and never won't let forget... Even if we've dreamt of it and prayed. It isn't possible. The brain remembered and the end. Until you are enjoying the health, you will remember. Maybe it is okay, maybe it is badly. So what? What's the case with this our memory, memories and turning back the time? It would be worthwhile doing it, whether rather no, hmm? Maybe rather no, hm? Perhaps however recalling, if they're beautiful, or if they're painful, unimportant that leading to extreme emotions it's  worthwhile keeping forever and treating them as something what was given for us, what makes us good persons, lets sober up, more cautiously, more cautiously to look ahead to the future and to build it best how we can do this... In the end nobody will get our memories and the knowledge back, true? It's treasure which we will carry in ourselves through the entire life and one from few, and maybe even an only thing which we will take to the grave. Forever.

Saturday, August 6, 2016

Powrót już wkrótce. Return soon.

PL

Cześć ludzie, sporo czasu, a nawet bym powiedziała bardzo długo mnie tu nie było, w moim życiu wiele się działo zarówno tych dobrych, jak i złych rzeczy, kompletnie nie miałam głowy, żeby udzielać się w działalności internetowej, wręcz doszło do tego, że nie byłam w stanie skupić swoich myśli na jednej konkretnej rzeczy... Chaos po całości, całe moje istnienie wywróciło się do góry nogami, dosłownie. Był śmiech i łzy, łzy szczęścia i rozpaczy, fruwanie ponad ziemią i ciężkie upadki... Ale teraz... Dochodzę do siebie, biorę się w garść i wracam do dawnych zajęć, planów, marzeń i oczywiście do regularnego zamieszczania postów tutaj.

A odnośnie mojego powrotu do blogowania... Mam dla Was, jako czytelników bardzo ważną wiadomość, gdyż: 15.08.2016r adres tej strony zostanie oficjalnie zmieniony na

www.magdaleneanne.blogspot.com

Wybaczcie przerwę i zachęcam do czytania najnowszych wpisów, które będą publikowane od 15.08.2016r.

Zapraszam serdecznie kochani :)


ENG

Hello people, quite a lot of time, and even I would say that very long time I wasn't here, in my life a lot happened, both of these good, as well as bad things, completely I didn't have a good head to be active in Internet activity, it reached to the fact that I hadn't been able to concentrate my thoughts on one specific thing... Chaos. Just chaos, entire my being, my existing was toppled over upside down, literally. A laughter and tears, tears of happiness and despair, flying above the earth and serious collapses were... But now... I am reaching myself, pulling myself together and coming back to former works, plans, dreams and of course for regular uploading posts here.

And in relation to my return to blogging... I have for you, as readers an very much important news, because: 15.08.2016 the address of this website officially will be changed on

www.magdaleneanne.blogspot.com

Forgive me the break and I'm encouraging to read new notes which will be published for 15.08.2016

Inviting cordially darling :)

Tuesday, May 31, 2016

Do celu. To aim.

PL

Ostatnio... Dużo myślałam nad tym, jaki w ogóle sens ma życie i doszłam do wniosku, że opcje są dwie: albo być uległą, dać sobą rządzić i zostać wiecznie 'tą gorszą', zwykłym popychadłem, albo iść twardo do celu nawet po trupach, nie przejmując się opinią innych. Więc o nie nie nie. Koniec z tym co było. Koniec z potulnym aniołem. Czas pokazać pazury, zacząć walczyć o swoje i wykorzystać siłę przebicia. Życie łamie skrzydła? Naucz się latać na miotle. Znajdź w sobie energię, a złośliwcom z uśmiechem udowodnij, że nie wiedzą z kim zadarli.



ENG

Recently... I thought very much about, generally speaking what meaning has a life and I reached a conclusion that options are two: or to be submissive, to let rule oneself and to stay eternally 'this worst one', ordinary rat, or to walk to the aim, not being upset with opinion other. So no no no. End with what was. End with the docile angel. Time to show the claws, to start fighting about one's and to exploit the mettle. Is living breaking wings? Learn to fly on the broom. Find the energy in yourself, and for nasty persons gladly prove that they don't know whom they fell foul

Sunday, May 22, 2016

Zerwane połączenie. Broken connection.

PL

Bywa, że czasem chcemy o kimś zapomnieć, wymazać go z pamięci, wykreślić z życia, odciąć się od wszystkiego, co z nim związane... Na zawsze. Jest to cholernie ciężkie, zwłaszcza, jeśli dana osoba, nawet jeśli prawie nic nas z nią nie łączyło wyrządziła nam ogromną krzywdę, nie wspominając już o takich, które co gorsza darzyliśmy zaufaniem i ciepłymi uczuciami. Gdy ktoś zrobił coś, co zniszczyło od środka, obciążyło psychiczne do tego stopnia, że w głowie zaczęły kłębić się najgorsze myśli, odechciało się żyć... Ludzie potrafią wbić nóż w plecy... Tak... Sama znam to aż za dobrze. Jednak chyba każdy zna ten paradoks, że im bardziej walczy o zapomnienie, tym bardziej ten człowiek i bolesne wspomnienia z nim związane zakorzeniają się w umyśle. Niestety, ale prawda jest taka, że choćbyśmy nie wiadomo co robili i jak bardzo się starali, już na zawsze będziemy w jakiś sposób z ludźmi, z którymi teraz nie chcemy mieć nic wspólnego, związani. Chwile, sytuacje, słowa, wszystko co razem przeszliśmy stało się niejako częścią naszego życia, nas samych, ukształtowało nasze dalsze losy. Przeżycia z udziałem nawet tych najbardziej znienawidzonych osób zaważyły na tym, kim się staliśmy, jak zmieniła się nasza psychika, nasza mentalność, kim jesteśmy teraz. Można z tym walczyć, robić wszystko, żeby zapomnieć, a tak naprawdę osiągać efekt odwrotny od zamierzonego, albo pogodzić się z przeszłością, docenić siebie, osobę, którą się jest w chwili obecnej, odnaleźć chociaż najmniejszy pozytyw w tym, co przeszłość dała teraźniejszości i otworzyć się na lepszą przyszłość, bo przeszłość jest nieodłączną częścią każdego z nas. 



ENG

Sometimes happens that we want to forget about somebody, to rub him out from memory, to delete from the life, to dissociate from everything what is tied with him... Forever. It's really hard, particularly if person, even if hardly nothing didn't link us with, caused us enormous harm, not recalling about which, what worse we trusted and given warm feelings. When somebody did something what destroyed from inside, burdened psychological to such an extent the most evil thoughts started being in a jumble in a head, didn't felt like them living... People are able to stick a stab into the back... Yes... I know it as far as too well. However everyone probably knows this paradox, that more is fighting for the oblivion, all the more this man and painful memories associated with him are taking hold into the mind. Unfortunately, but the truth is, that even if it isn't known what we do and if we tried very hard, forever we will already be somehow or other associated with people, with which now we don't want to have nothing to shared. Moments, situations, words, everything what we passed together, became a part of our life so to speak, of us alone, formed our more distant fates. Experiences with the participation of even these most hated persons, influenced whom we had become, how our psyche changed, our mentality, who we are now. It's possible to struggle with it, to do a everything in order to forget and actually to achieve the opposite effect than planned, or to be reconciled with a past, to appreciate oneself, the person which we are at present, to find at least a smallest positive in what the past gave to the present time and to open for the better future, because the past is an indelible part of each of us.


Friday, May 20, 2016

Nie warto... Not worthwhile...

PL

Czasem lepiej odpuścić, serio, dla własnego dobra. Jeśli coś od środka podpowiada Ci, albo wręcz krzyczy: 'Nie! Nie rób tego!' daj sobie spokój, naprawdę. Nie warto mieszać się w sprawy, które czujesz, że nie przyniosą niczego pozytywnego, nie dadzą Ci szczęścia, którego tak bardzo oczekujesz. W niektórych przypadkach lepiej powiedzieć 'STOP' zanim sprawy zajdą za daleko, a zamiast radości pojawi się smutek, cierpienie i rozczarowanie. Czasami dobrze jest wsłuchać się w siebie, odkryć co ma nam do powiedzenia podświadomość, dopuścić do głosu intuicję, bo nie od parady ona jest. Przeważnie odrzucana na najdalszy plan, albo w ogóle nie dostrzegana, a tak często potrafiąca ostrzec, ochronić przed wieloma niebezpieczeństwami i bólem... Jeśli tylko jej wysłuchasz. W końcu po coś natura nas nią obdarzyła, więc czemu nie korzystać z czegoś, co może pomóc zaoszczędzić wielu goryczy?
Chyba każdy zna uczucie, kiedy bardzo chce coś zrobić, na siłę dążyć do danego celu, a gdzieś w środku pojawia się szept: 'Uważaj, coś tu jest nie tak, podejrzana sytuacja, to nie skończy się dobrze', a jednak idzie dalej, brnie w zaparte, mówi sobie 'Aj tam, bez przesady... Nie wierzę w takie rzeczy, dam radę, nie będzie źle'. Masz wiarę w siebie, to dobrze, punkt dla Ciebie. Tylko czy aby na pewno warto ślepo pchać się do przodu, nie biorąc pod uwagę co usiłuje przekazać wewnętrzne 'JA'? Niby ryzyko jest dobre, ale jeśli od początku coś nie daje Ci spokoju, mimo chęci dręczy odczucie, jakby rozdzierało Cię od środka, odciągało jak magnes od podjęcia danej decyzji - nie rób tego, ani nie daj się zmusić. Nikt nie wie co czujesz, więc niech nikt nie kieruje Twoim życiem. Tak samo, kiedy doskonale wiesz, że sprawa jest przegrana, a w dalszym ciągu na siłę próbujesz o nią walczyć... To nie ma sensu, naprawdę, jedyne, czego możesz się dorobić to nerwy, zmartwienia, stres, rozczarowanie... Dlatego pewnych sytuacjach lepiej odpuścić, dać sobie spokój, zanim będzie za późno i uchronić się przed niepotrzebnym cierpieniem, bo potem pozostanie żal i milion pytań 'Dlaczego? Co mnie do jasnej cholery pokusiło, żeby to zrobić?', a czasu nie cofnie nic.



ENG

Sometimes better to give up, seriously, for one's own good. If something from the centre is suggesting you, or is screaming straight out: 'No! Don't do it!' give up, really. It isn't worthwhile interfering in matters which you feel, that will bring nothing positive, won't give you happiness which so much you expect. In some cases better to say 'STOP' before cases will go too far, and instead of joy sadness, suffering and disappointment will appear. Well is sometimes to listen intently to oneself, to discover what has subconscious to saying for us, to allow the intuition to speak, because not on special occasions it is. Mainly rejected to the background, or generally speaking not noticed, but so often being able to warn, to protect from many dangers and pain... If only you will hear out for it. In the end up to something the nature gave it us, so why not to use something what can help to spare many bitternesses?
Probably everyone knows emotion, when very much wants to do something, by force to aspire to the given target, and somewhere inside a whisper appears: 'Think, something here isn't ok, suspicious situation, it won't end well', after all is going further, is wading in baulking, is telling to oneself 'Ow there, without the exaggeration... I don't believe in such things, I will get it, it won't be badly '. You have a self-confidence, it's okay, the point for you. Only whether so that is itcertainly worthwhile blindly pushing ahead, disregarding what's trying to provide internal 'I'? Supposedly the risk is good, but if from the beginning something isn't giving you the peace, in spite of willingness is tormenting feeling, as if toring you from the centre, pulling away as the magnet from making a given decision - don't do it, neither don't let force yourself. Nobody knows what you feel, so let nobody manage your life. The same, when you know very well that a case is lost, and by force you are still trying to fight for it... It doesn't make sense, really, only what you can acquire these are nerves, worries, stress, disappointment... Therefore certain situations better to give up, before it will be too late and to protect oneself from the unnecessary suffering, or then else sorrow and the million of questions 'Why? What tempted me to do it?' will stay, and nothing will turn back the time.

Wednesday, May 18, 2016

Ex's & Oh's

PL

Obiecali, oszukali, zdradzili... A potem co? Wielkie przeprosiny, obietnice zmian i bla bla bla. Znajome, prawda? Nie nie, nie ma tak dobrze. Dlaczego to my mamy się martwić, przejmować, denerwować? Przecież to oni namieszali, to oni spieprzyli, więc niech to oni znikną. Po co psuć sobie krew przez takie szkodniki, niepotrzebnie marnować czas i zawracać sobie głowę? No po co? Nie można się poddawać, ulegać. Niech wiedzą, co zrobili, poczują swoją porażkę, a tym czasem cieszmy się życiem, bo ono takie piękne jest. Bez fałszywych mord i pasożytów. Pamiętaj - Nigdy nie wpuszczaj byłego do swojego życia, niech zatruwa je komuś innemu. Jeszcze kiedyś trafi kosa na kamień, a my będziemy się im śmiać prosto w twarz. Natomiast teraz come on! Głowa wysoko do góry i marsz do przodu zdobywać szczęście, na które w pełni zasługujemy.
A Wam? Powodzenia w dalszej działalności mendy :*


ENG

They promised, cheated, betrayed... And then what? Great apology, promises of changes and blah blah blah. Familiar, true? Not not, it doesn't work like that. Why that we are supposed to worry, to take over, to irritate? After all they mixt it, they screwed up, so let's they disappear. For what to break blood through such vermin, unnecessarily to waste time and to bother oneself? For what? We mustn't give up, to surrender. Let them know, what they did, let them feel their defeat, and let us enjoy  life, because it is so beautiful. Without false muzzles and parasites. Remember - never let ex come back to your life, let poisons it for somebody else. At one time they'll meet their match, and we will be laughing straight into their face. However now come on! Head high up and ahead to get happiness which we fully deserve.
And for you? Successes in further activity, bastard :*



Tuesday, May 17, 2016

Matka głupich. Fools' mother.

PL

Mówią, że to nadzieja umiera ostatnia, jednak czy aby na pewno? Czy może to ona znika pierwsza, a za sobą ciągnie całą resztę prosto w kierunku totalnej katastrofy? Więc jak to w końcu jest? Przecież w naprawdę wielu przypadkach, nawet gdy coś ma szansę na może nawet graniczący z cudem rozwój, ale jednak rozwój, w umyśle odzywa się coś, co blokuje wiarę w to, zabija nadzieję na pomyślne zakończenie... Fakty i otaczająca rzeczywistość też nie są pod tym względem 'optymistami', wręcz działają bezlitośnie i bezwzględnie jak sole trzeźwiące. Aż krzyczą: 'Wake up! Obudź się! Przestań żyć złudzeniami!'. Bo jak można ślepo patrzeć w coś wyimaginowanego, skoro fakty mówią same za siebie? Ktoś kiedyś powiedział, że nadzieja matką głupich... Może coś w tym jest, hm? Z jednej strony, jeśli żyjesz nadzieją, żyjesz w kłamstwie, w świecie wyobraźni, wierzysz w coś, co może się wydarzyć, może nie (lepiej zakładać, że nie - mniejsze rozczarowanie po zderzeniu z rzeczywistością), trwasz praktycznie w stanie oderwania, z głową w chmurach... Z drugiej zaś jest to swego rodzaju motor, siła napędowa, motywacja do działania, światełko w tunelu 'A może jednak mi się uda, może będzie dobrze, dam radę' daje lepszą wizję przyszłości, a co za tym idzie poprawia samopoczucie. Tylko potem co? Bolesny upadek na ziemię, płacz i połamane skrzydła, czy bezgraniczna euforia? Opcje są dwie jednak najczęściej niezależne od nas samych... A co kiedy życie sprawi, że stracimy nadzieję już na samym początku? To się wbrew pozorom zdarza wcale nie tak rzadko, naprawdę. Wtedy zaczyna się reakcja łańcuchowa. Wali się wszystko, jedno za drugim, to co wcześniej miało chociaż minimalny sens, teraz przestaje go mieć, cała radość, chęć walki o lepsze po prostu znika. Toruje się prosta droga do katastrofy. Najgorsze jest to, że najczęściej raz zniszczonej, utraconej wiary nie da się już odbudować... Podsumowując opcje są trzy: żyć złudzeniami, skreślić wszystkiego na starcie, albo... Żyć złudzeniami. Los bawi się nami jak zabawką, a my cieszymy się jak głupi do sera.



ENG

They are saying that hope die last, however whether in order to certainly? Whether it's  disappearing  first, and is dragging behind itself the all that mob straight towards the total disaster? So in the end is it? After all in really many cases, even when something is having a chance of the development perhaps even verging on the miraculous, but still a development, in the mind is speaking something what's blocking the faith in it, is killing hope for the successful end... Facts and surrounding reality also aren't 'optimists' in this respect, straight out are acting mercilessly and ruthlessly as smelling salts. As far as are screaming: 'Wake up! Wake up! Stop being living in a fool's paradise! '. Because how is it possible blindly to look into something imaginary, since the facts speak for themselves? Somebody at one time said, that hope is the mother of fools... Perhaps there must be something in it, hmm? From one side, if you are living in hope, you live in the lie, in the world of imagination, you believe in something what can happen, perhaps not (better to establish, that not - smaller disappointment after confronting reality), you last practically in the state of the surrealism, with the head in clouds... On the other whereas it's motor, a kind of the driving force, motivation for action, the light at the end of the tunnel 'and maybe however I'll manage, it will be perhaps well, I will get' it's giving the better vision of the future, and consequently is making feel better. Only then what? Painful fall to the ground, crying and wings broken up, or endless euphoria? Options are two however most often independent of us alone... And what when the life will cause that we'll lose hope at the very beginning? It contrary to appearances is happening not at all rarely, really. Then a chain reaction is beginning.  Everything is bashing, one too second, what earlier had at least a minimal meaning, now is stopping have it, the entire joy, willingness of the fight about better is simply disappearing. A simple way to the disaster. The fact that the once destroyed, lost faith most often won't can be already rebuilt is worst... To sum up options are three: to be living in a fool's paradise, to delete everything from the start, or... To be living in a fool's paradise. The fate is toying with us like with the doll, and we are pleased like an idiot.

Friday, April 15, 2016

Żegnaj. Witaj. Goodbye. Hello.

PL

Czasem tak trzeba...
Pożegnać wszystko co było, co męczyło, lepsze i gorsze chwile odgrodzić grubą czarną kreską, postawić mur i z głową uniesioną wysoko do góry optymistycznie patrzeć w przyszłość, z radością powitać nowe życie.



ENG

Sometimes this way is necessary...
To say goodbye to everything what was, what tired, to separate better and worse moments with fat black line, to put the wall up and with the head raised high up look to the future with optimism, with joy to greet a new life.


Wednesday, February 24, 2016

Cyrk. Circus.

PL

Miałam o tym napisać wcześniej, ale no cóż, tak wyszło, nie było kiedy.
Tak więc kilka dni temu skończyłam 17 lat i nachodziły mnie różne myśli, wielka ochota na zmiany i coś, co zajmuje mi głowę od dłuższego czasu, czyli... No właśnie. Czy tylko ja mam wrażenie, że niektóre osoby pojawiają się jedynie wtedy, gdy to one czegoś oczekują, potrzebują, albo po prostu chcą o sobie przypomnieć, żeby przypadkiem ktoś o nich nie zapomniał, albo (ojej!) nie skreślił, bo co by to było, prawda? Prawdziwa katastrofa przecież! Natomiast znikają, kiedy są potrzebne i chcemy by były? Hahaha no tak, to chyba oczywiste, że każdy takich ludzi zna. Sęk w tym, że... Po co zawracać sobie nimi głowę, skoro nie dość, że sami z siebie wyznają politykę 'pojawiam się i znikam', to jeszcze są śmieszni w swojej głupocie. Zbierają informacje, a potem hejtują. Prawdziwi ninja normalnie. Tak, tak. Głąby jak się patrzy. Dlatego stwierdziłam, że czas najwyższy, jeśli nie całkowicie wyeliminować (co zdecydowanie odjęłoby sporą dawkę ubawu), to przynajmniej ograniczyć ich dostęp do mojego życia. Po prostu je wyczyścić z... Nazwijmy to ładnie - szkodników... Albo nie, klaunów, to określenie pasuje zdecydowanie bardziej. Ludzie, naprawdę, nie warto, nie jesteście tacy super jak myślicie, czas tracicie, a innych śmieszycie. Wybaczcie, ale w cyrku nie żyjemy. 



ENG

I wanted to write it earlier, but well, this way it left, it wasn't when.
So... A few days ago was my 17th birthday and different thoughts, a great willingness to changes invaded me and something what fill my head for a long time, that's... Yeah just. Whether only I'm under the impression that some persons appear only when they expect something, need, or simply want to remind about themselves, that by chance somebody not to forget about them, or (oh no!) didn't delete, because what would it be, right? Real disaster after all! However disappearing, when are needed and we want them to be? Hahaha yes, it's rather obvious, that everyone knows such people. Problem in it, that... For what to pay attention to them, since not quite that they alone from themselves are practising the policy 'I'm appearing and disappearing', are funny in their stupidity. Gather information, and then 'hating'. Real ninja normally. Yes, yes. Total cabbage heads. Therefore I stated, that the highest time, if not entirely to eliminate (what definitely would deduct the considerable dose of the great fun), at least to limit their access to my life. Simply to clean it with... Let us name it nicely - vermin... Or no, clowns, this name fits definitely more. People, really, it isn't worthwhile, you aren't so super like you think, you're wasting time, and amusing else. Forgive, but we don't live in the circus.



Tuesday, February 9, 2016

Pół roku minęło... Half year passed...

PL

Sierpień. Gorący letni wieczór, po upalnym dniu, spontaniczna decyzja o założeniu bloga, w głębokim przekonaniu, że i tak pewnie nikt nie będzie chciał go czytać. Tak... Cała ja. Od tamtego momentu upłynęło pół roku, 46 postów i 29k wyświetleń. A jednak ktoś tu zagląda ;) Super, że jesteście, że jest Was tak wielu z całego świata. Dziękuję! ... za maile także :)


ENG

August. Hot summer evening, after the hot day, spontaneous decision to establish the blog, in strongly held beliefs, that probably nobody will want to read it. Yeah... Typical me. For that moment passed six months, 46 posts and 29k of showings. After all somebody looks here ;) Cool that so many of you are,  from the entire world. Thank you!... for mails also :)

Sunday, January 31, 2016

Kolorowe szarości. Colorful greyness.

PL

Bo prawda jest taka, że nie dostrzegamy piękna życia i swojego szczęścia, dopóki nie uderzy w nas czyjaś krzywda, rozpacz i cierpienie. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, jak wiele wbrew pozorom mamy i jak wiele możemy stracić... 


ENG

Because the truth is that we don't notice beauty of the life and our happiness, until someone's harm, despair and suffering hit us. Only then we realize, how much contrary to appearances we have and how much we can lose...


Saturday, January 23, 2016

Hello Mr Lovelace.

PL

Nie wiem czy każdy kiedyś dostąpił 'zaszczytu' spotkania na swojej drodze tak wyjątkowo wysublimowanego okazu osobnika męskiego jak puszący się wszem i wobec lowelas, czy może taka 'przyjemność' jest przeznaczona tylko dla wybrańców losu, ale... Człowieku, jeśli masz takie zapędy, ogarnij się i to jak najszybciej, póki nie ma za późno, bo robieniem z siebie nie wiadomo kogo i zarywaniem do stu dziewczyn na minutę niczego dla siebie nie ugrasz, wręcz przeciwnie, stracisz w ich (i całej reszty, także chłopaków) oczach. Staniesz się małym, frajerowatym leszczem, który desperacko poszukuje sposobu, by się dowartościować. Tego chcesz? Nie, naprawdę, koleś, nie jesteś ani trochę fajny, a raczej żałosny i śmieszny.



ENG

I don't know whether everyone at one time had 'honour' of meet the specimen so exceptionally sublimated of the male like fluffing up feathers all and towards playboy, if this 'pleasure' is intended only for fortune's ones, but... Man, if you've such impulses, tidy yourself up and what's more as soon as possible, as long as there isn't too late, because doing yourself isn't known of whom and picking up to hundred girls per minute, you'll nothing won, just the opposite, you will lose in them (and all the rest, also boys) eyes. You'll become small bream, looser which is desperately seeking the way to feel more appreciated. You want it? No, really dude, you aren't even a bit cool, and rather pitiful and funny.

Sunday, January 17, 2016

Nie rozumiem. I don't understand.

PL
Nie rozumiem, dlaczego inteligencja pewnych osób jest odwrotnie proporcjonalna do wieku... Ludzie... Jeśli jeśli chcecie być traktowani poważnie, zachowujcie się poważnie! Skoro chcecie być brani za dorosłych, dlaczego zachowujecie się jak głupie dzieciaki?! To jak w końcu? Dorosły czy przedszkolak? Decyzja należy do ciebie.


ENG
I don't understand, why the intelligence of certain people is inversely proportional to age... People... If you want to be treated seriously, behave seriously! If you want to be taken as adults, why you behave like stupid kids?! So what? The adult or the kindergarten pupil? It's your decision.

Friday, January 1, 2016

2016!

PL

Nadszedł już pierwszy stycznia, więc życzę Wam wszystkim szczęśliwego, pełnego spokoju, radości, zdrowia i spełniających się marzeń nowego, 2016 roku kochani i serdecznie dziękuję, że jest Was ze mną tak wielu :*

ENG

The first day of January already came, so I wish you all the happy, full of calmness, joy, the health and coming true dreams, new 2016 sweeties and honestly thank, that so many of you are with me :*