Sunday, November 12, 2017

Oddech przyszłości. Breath of the future.

PL

Żyję. Oddycham. Czuję. Jestem. Tu i teraz. Krótko i na temat. Jednak rzeczywistości nie da się oszukać, upływającego czasu nie da się zatrzymać, a teraźniejszość nie będzie trwać wiecznie. Kiedy tylko nastaje chwila spokoju, pojawia się mnóstwo pytań i obaw. Kim będę za rok, pięć, dziesięć, pięćdziesiąt lat? Czym będę się zajmować? Czy nadal będę mieć te same pasje, czy nadal będę kochać te same rzeczy? Czy wciąż będę pisać, prowadzić bloga? Czy spędzę całe życie z tą samą drugą połówką? Czy osoba, która kocha mnie teraz za X lat nadal będzie mnie kochać? Czy będę mieć dzieci, wezmę ślub? W jakim zawodzie będę pracować? Jak będę wyglądać, czy będę zdrowa, jakie będzie moje samopoczucie? Czy zmienię miejsce zamieszkania? Czy będę szczęśliwa? Czy spełnię swoje marzenia? Czy dam komuś szczęście? Jak będzie wyglądało moje życie? Czy wszystko będzie dobrze? Co uda mi się zobaczyć, jakie kraje zwiedzić? Jakie nowe doświadczenia mnie spotkają? Jak to wszystko będzie? Jak bardzo się zmienię ja i osoby, które kocham? Czy będzie trudno? Co uda mi się osiągnąć? Czy sobie poradzę? I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. W głowie kotłują się setki, tysiące, miliony, jeśli nawet nie miliardy pytań i myśli na temat przyszłości, która jest nieunikniona, która prędzej czy później nadejdzie i dosięgnie każdego. Funkcjonując w życiu codziennym nie zawsze jest czas, by zrobić sobie rachunek sumienia i na spokojnie pomyśleć i oswoić się z tym, co zbliża się wielkimi krokami i przed czym nikt nie jest w stanie uciec. Wszyscy jesteśmy świadomi, że z czasem wszystko, włącznie z nami się zmieni, ale nie wszyscy dopuszczamy do siebie taki bieg wydarzeń. Ja także czasem boję się pomyśleć co to będzie, co stanie się ze mną i z moim życiem wraz z upływem czasu, w bliższej i dalszej przyszłości, jak bardzo się odmienię, jednak cóż, z natury jestem typem osoby, które dużo myśli. Myśli nie tylko o tym, co tu i teraz, ale także o tym, co dopiero się wydarzy, co dopiero nadejdzie. Planuję, wyznaczam cele, marzę, snuję wyobrażenia, chociaż wiem, że planowanie nieraz jest przyczyną późniejszych rozczarowań i rozterek, i lepiej nie robić dalekosiężnych planów, ja i tak to robię, cała ja, taka już jestem. Mimo, że nieco obawiam się nadejścia nowego, przyszłości, staram się podchodzić do tego tematu z lekkim dystansem, by nie oszaleć, jednak tak czy inaczej żyję wielką nadzieją, że czas przyniesie mi coś dobrego, niesamowite nowe doświadczenia, pozwoli mi się rozwinąć i osiągnąć sukcesy zarówno w sferze osobistej, w sprawach miłosnych i rodzinnych, jak i w kwestiach pracy i finansów, oraz zrealizować swoje pasje, cele i marzenia, zdobywając to, co najlepsze, otaczając się wspaniałymi i kochanymi osobami.


ENG

I live. I breathe. I feel. I am. Now and here. Short and to the point. However it's impossible to cheat the reality, it won't be possible to stop the passing time, and the present time won't last forever. When only a moment of calm is coming, a lot of questions and anxieties appears. Who will I be in a year, five, ten, fifty years? What will I be dealing with? Whether still I will have the same passions, or still I will love the same things? Whether still I will be writing, creating the blog? Will I spend entire life with the same second half? Whether person which loves me now after X years still will love me? Whether I will have children, will I get married? What profession will I be working in? How will I look like, whether I'll be healthy, what my frame of mind will be? Will I change the place of living? Will I be happy? Will I make  my dreams come true? Will I give happiness to somebody? How will my life look like? Will everything be well? What I will get to see, what countries to travel? What new experiences will meet me? How this all will be? How very much will I and persons which I love change? Will it be with difficulty? What will I manage to reach? Will I rub along? And I could this way recite ad infinitum. In the mind there are hundreds, thousands, million, if not even billions of questions and thoughts about the future which is inevitable, which sooner or later will come and will affect everyone. Functioning in the everyday life, there's not always a time to do the self - examination, to calmly think and to accustom with what is coming fast and from what nobody is able to escape. We are all aware, that with time everything, will change and us too, but not everyone accepts such a course of accidents. Sometimes I am also afraid to think what it will be, what will happen with me and with my life with time, in closer and farer future, how very much I will change, however well, I am a type of the person which thinks a lot. Think not only about it, what now and here, but also about this, what will happen, what will come. I'm planning, fixing purposes, I am dreaming, creating ideas, although I know that planning often is causing more following disappointments and dithers, and better not to do long-range plans, I still do this, all me, this is just how I am. Even though I am a little bit afraid of coming news, future, I am trying to approach this subject with a little distance, just not to go crazy, however anyway I live with huge hope that the time will bring something good to me, remarkable new experiences, will let me progress and achieve success both, in the personal sphere, in love and family matters, and in cases of work and finances, and fulfil my passions, the purposes and dreams, getting it, what best, surrounding myself with wonderful and beloved people.

Saturday, November 11, 2017

Dotyk przeszłości. Touch of the past.

PL

Kiedyś miałam swój początek. Jak każdy. Moje życie zaczęło się tak samo jak każdego innego, a jednak inaczej. Jestem takim samym człowiekiem jak każdy, a jednak kimś innym, wyjątkowym i niepowtarzalnym. Wszystko zaczęło się od jednego, małego punktu. Poczęcie, narodziny, pierwsze uderzenia serca, pierwsze oddechy, pierwsze spojrzenie na świat, pierwsze kroki, pierwsze spotkania z ludźmi, pierwsze słowa. Od tego rozpoczęła się moja oś czasu, tak wszystko się zaczęło. Taki kawał czasu, tyle lat, a we wspomnieniach jakby kilkuminutowy film. Jednak przeszłość nie odchodzi. W pamięci pozostało wszystko, każdy moment, każdy szczegół mnie na wszystkich etapach mojego dotychczasowego życia. W ostatnich dniach wiele do mniej wróciło, zaczęłam wracać w myślach do czasu, który upłynął, do tych momentów, chwil, kiedy byłam szczęśliwa od początku mojego istnienia. Teraz, z perspektywy minionych lat widzę, jak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coraz bardziej się zmieniałam. Jaka milowa przepaść powstała między mną chociażby dwa lata temu, a mną obecnie, nie wspominając już oczywiście o okresach wcześniejszych. Zaszło we mnie tak wiele metamorfoz, jakbym miała co najmniej pięćdziesiąt twarzy. To coś niesamowitego, jak daleki jest mój charakter teraz od dawnej mnie. Tak dużo zmian zarówno w postrzeganiu świata moimi oczami, jak i mojej osoby w oczach świata. To jak rozstrzał między Ziemią a Słońcem. Odmiana nie do poznania. Bywają chwile, kiedy przeszłość powraca, przypomina się wszystko co było, co minęło, taka piękna nostalgia za czymś, co już nigdy nie wróci. To potrafi człowieka naprawdę mocno dotknąć. Czasem nawet łza zaczyna się w oku kręcić widząc jak wiele odeszło i jak wiele nadeszło, czego będąc wersją siebie z przeszłości nigdy bym się nie spodziewała, że coś takiego może mnie spotkać, że do czegoś takiego mogę w życiu dojść, że mogę kimś takim jak jestem teraz się stać. Zachodzące zmiany i przemiany są czymś pięknym i przerażającym, ale przy tym zjawiskiem pięknym i tajemniczym, a co najważniejsze nieuniknionym, dlatego nie warto się ich bać, a z radością czekać na to, co się pojawi i z ciepłem w sercu wspominać dawne dzieje, które sprawiały, że byłam szczęśliwa i że teraz jestem tym, kim jestem.  Przeszłość to nieoceniony skarbiec bezcennych doświadczeń, które są darem dla przyszłości. Dla przyszłości, która jest cudem i tajemnicą.


Eng

At one time I had my beginning. As everyone. My life began the same like of everyone other, however differently. I am the same man as everyone, but somebody other, exceptional and unique. Everything began from one, small point. Conception, birth, the first heartbeats, the first breaths, the first look at world, the first steps, first meetings with people, the first words. From this my timeline started, this way everything began. Such long time, so many years, and in memories like a few minutes film. However the past isn't gone. Everything remained in the memory, every moment, every detail of me on all stages of my life. On last days a lot of this came back to me, I started coming back in thoughts to what passed, up to those moments, moments, when I was happy from the beginning of my being. Now, from a perspective of the past years I can see, how month by month, from the year for the year more and more I changed. What mile space arose between me even two years ago, and me at present, not mentioning earlier times of course. So many metamorphoses occurred in me, as if I had at least fifty faces. It is something incredible, how my character is distant now than of former me. So much of changes both in perceiving of world with my eyes, as well as of my person in eyes of world. It's like space between the Earth and the Sun. Difference not to the recognition. Are moments, when the past is returning, everything what was, is remembered what passed, so beautiful nostalgia for something what will never again be back. It is able to really strongly affect the man. Sometimes even tears coming to eyes seeing how a lot walked away and how a lot came, of what being a version of myself from the past I would never expect that something like that can meet me, that I can reach something like that in my life, that I can become somebody who I am now. Coming changes and transformations are something beautiful and terrifying in one, but in addition excellent and secret phenomenon, and most importantly inevitable, therefore it isn't worthwhile being afraid of them, and with joy waiting for what will appear and with the warmth in heart recalling the past times which caused, that I was happy and now I am whom I am. A past is an invaluable treasure trove of priceless experience which is a gift for the future. For the future which is a miracle and a mystery.

Tuesday, November 7, 2017

Piramida marzeń. Pyramid of dreams.

PL

Każdy ma jakieś marzenia. Czasem zwykłe, małe, przyziemne, takie codzienne, a czasem na pierwszy rzut oka niemożliwe do zrealizowania, odrealnione, niezwykłe, wielkie, rodem z bajki. Jednak łączy je jedno - wszystkie są niepowtarzalne, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. I o wszystkie warto walczyć, bez względu na to, co mówią ludzie, życie jest tylko jedno i trzeba z niego czerpać pełnymi garściami. Wszystko zależy od nas samych, czy je zdobędziemy, czy osiągniemy czego chcemy, czy też nie.
Ja sama także mam marzenia, mam wiele marzeń, w tym takich, które dla osób postronnych mogą i wydają się być niemożliwe do zrealizowania. Ale mimo wszystko, nie poddałam się, nie poddaję i nie mam zamiaru poddać. Wręcz przeciwnie, zamierzam uparcie dążyć do celu tak długo, aż wszystkie, nawet te najbardziej odległe, albo przynajmniej większość moich marzeń, planów zostanie zrealizowana i stanie się rzeczywistością. I powiem szczerze, że jakoś nieszczególnie w tej kwestii interesuje mnie zdanie innych. Inni nie będą za mnie szczęśliwi, jeśli mi się uda, ani zawiedzeni, rozczarowani z poczuciem pustki, jeśli się poddam i zrezygnuję z czegoś, czego od dawna lub nawet od zawsze sobie życzyłam. Wiem, jestem świadoma tego, że to, czy sprawy o których marzę dojdą do skutku i się urzeczywistnią, czy spełzną na niczym i pozostawią mnie z wypaleniem i goryczą, zależy tylko ode mnie, od sposobu w jaki działam, w jaki będę działać, jakie obiorę tory i w jaki sposób pokieruję swoim własnym życiem, a może przy okazji uda mi się uszczęśliwić też kogoś, kogo kocham i na kim mi zależy, osiagając to, na czym mi zależy i stając się spełnioną, silną kobietą, spełnionym i najszczęśliwszym człowiekiem. Powoli, małymi krokami od fundamentalnych podstaw aż do szczytu, z każdego szczebla czerpiąc inspirację i radość. Każde małe marzenie do powód do dumy i zadowolenia, który buduje kolejne marzenia, o które będę walczyć do upadłego, nie pozwalając zbić się z tropu i wyprowadzić w pole nikomu ani niczemu.


ENG

Everyone has some dreams. Sometimes ordinary, small, down-to-earth, so everyday, and sometimes at first glance unfeasible, unreal, unusual, large, magical like fairy tale. However one connects them - all are awesome, special and unique. And about all it's worthwhile fighting, irrespective of what people say, life is only one and it's necessary to make use of it as much as it is possible. Everything depends on us, whether we will get them, whether we will achieve what we want, or not.
I have dreams too, I have a lot of dreams, also so which for other people can and seem unfeasible. But despite everything, I didn't give up, I don't surrender and I don't intend to surrender. Just the opposite, I'm going stubbornly to aspire at the aim so long, as far as all, even the ones most distant, or at least a majority of my dreams, of plans will be carried out and will become reality. And I will frankly say somehow not very much in this case I care about other people's opinion. They won't be happy instead me, if I get it, neither disappointed, disappointed with feeling the emptiness, if I give up and I will resign something, of what for years or even always I have wished. I know, I'm aware of the fact that this if matters of which I am dreaming will take place and will come true, or whether will come to nothing and will leave me burnt down and with the bitterness, depends only from me, from the way how I am acting, how I will be acting, what ways I will pick and in what way I will lead my own life, and maybe by the way I will get by to make happy also somebody whom I love and whom I care, achieving what I care about and becoming a fulfilled, strong woman, fulfilled and happiest human. Slowly, with small steps from fundamental bases all the way to the top, from every stage deriving inspiration and joy. Every small dream is a reason to pride and pleasure which is building new dreams, which I will fight till the end, not letting nobody or nothing break me from my way and lead to nothing.

Monday, November 6, 2017

Przebaczenie. Forgiveness.

PL

W życiu sytuacje bywają różne. Nie zawsze jest kolorowo. Czasem bywa, że ktoś zrobi nam coś, co ogromnie nas zrani, co wyrządzi wielką krzywdę na duszy, na psychice. Coś, co pozostawi trwałe ślady, które są bardzo trudne do wyleczenia przez upływający czas, a zdarza się i tak, że nawet czas nie jest w stanie zabliźnić powstałych wskutek czyjejś działalności ran. Sprawy rozwijają się w różnych kierunkach, niekiedy winowajca zamilknie i odejdzie w cień bez słowa, innym razem w ogóle nie przejmie się tym, co spowodował i nadal kontynuuje swoje podłe zachowanie, w innym przypadku zaś postanowi, szczerze bądź nie - przeprosić osobę, której wyrządził szkodę, sprawił przykrość, skrzywdził i zdecyduje się poprosić o przebaczenie. Jednak wybaczyć komuś coś, co wielokrotnie doprowadziło do łez, wcale nie jest czymś łatwym, bywa, że jest to zbyt trudne, rana jest zbyt głęboka i przeprosiny nie zostają przyjęte, albo dla spokoju nastaje zgoda, jednakże mimo najszczerszych chęci skrzywdzonego człowieka do dania drugiej szansy, nie jest on w stanie z dnia na dzień ot tak, po prostu wybaczyć i przejść nad sprawą do porządku dziennego, zapominając o wszystkim i zaczynając wszystko od nowa, do tego pozostając z kimś takim w kontakcie i dobrych relacjach. Wszystkiego co zostało zburzone i siłą zniszczone nie da się odbudować w kilka chwil czy jeden dzień. Na to potrzeba czasu, dużo czasu i oczekiwania na odpowiedni, przełomowy moment, kiedy ta dziura się zagoi i w sercu pojawi się miejsce na szansę ewentualnego odnowienia relacji z osobą, po której pozostał głęboki uraz. O ile w ogóle taki moment gotowości nadejdzie. Ludzkie uczucia to nie machnięcie czarodziejską różdżką, a stare, tradycyjne powiedzenie "serce nie sługa" tyczy się nie tylko miłości i wyboru drugiej połówki, lecz także i zdolności przebaczenia danemu człowiekowi. Czasem lepiej jest przystanąć na symboliczną zgodę, jednak nie zmuszać się do niczego, na co mimo dobrej woli nie pozwala serce i rozejść się każde w inną, swoją stronę, nie przymuszając się na siłę do odbudowania czegoś, czego już tak naprawdę nie ma, co już dawno się skończyło, kłócąc się w głębi z sobą samym, że robi się coś, czego tak naprawdę się nie czuje. Niezależnie od tego, co takie dwie lub więcej osób łączyło, czy było to coś neutralnego, współpraca, koleżeństwo, przyjaźń, czy nawet coś tak delikatnego i silnego jednocześnie jak związek miłosny. Najważniejsze, to postępować w zgodzie z własnymi uczuciami, a chyba nie ma nic gorszego, niż robienie dobrej miny do złej gry i sztuczne udawanie, że jest dobrze, kiedy nie jest, męcząc się przy tym niemiłosiernie. Każdy ma swoje życie i niech nim żyje, dbając o własny spokój ducha, bez odgrywania roli w teatrze maskowym.


ENG

There are different situations in life. It's not always colourfully. Sometimes happens, that somebody do something what tremendously hurts us, what causes huge harm on the our soul, on the psyche. Something what leaves permanent signs which are very difficult to heal by the passing time, and it happens also in such a way that even the time isn't able to heal incurred as a result of someone's activity wounds. Cases are going in various directions, sometimes the culprit will go quiet and will walk away into the shadow without the word, some other time generally speaking won't care what he or she caused and still will continue his or her awful behaviour, otherwise will decide, frankly or not - to apologize the person which he caused damage, hurt, hurt and will decide to ask for forgiveness. However to forgive somebody something what a lot of times led to tears, isn't something easy at all, happens, that it's too difficult, the wound is too deep and the apology isn't being accepted, or for the peace the consensus coming true, however despite of best intentions of the hurt man for giving the second chance, he isn't able day by day for no particular reason, to simply forgive and to wave the case aside, forgetting about everything and starting everything anew, in addition staying with somebody like that in touch and have good relations. It's not possible to rebuild everything what was destroyed and by force demolished in a few moments or one day. There is time needed, a lot of time and waiting for the right, crucial moment, when this hole in heart will heal up and give place the chance of possibility of refreshing relation with the person, after which the deep injury remained. Provided that generally speaking such a moment of the readiness will come. Human feelings aren't a waving of a magic wand, but the old, traditional saying "heart decides on its own" concerns not only a love and choice of the second half, but
also the ability to forgive of concrete human. Sometimes it's better to agree for the symbolic peace, however not to force anything to oneself what in spite of the goodwill the heart doesn't let and to go separate ways both in the other, own direction, not forcing oneself by force to rebuild something what already doesn't exist actually, what a long time ago was already finished off, quarrelling deep inside with oneself that something is going on, what actually you don't feel. Irrespective of it, what connected those two or more persons, whether it was something neutral, the cooperation, the friendship, or even something so delicate and strong simultaneously as the relationship. Most important is to act in harmony with own feelings, and there's rather nothing worse than putting a brave face on it and fake pretending, that it's alright, when isn't, tiring in addition mercilessly. Everyone has own life and let's live it, caring for the own peace of mind, without playing a role at the theater of masks.

Sunday, November 5, 2017

Blog... I co dalej? Blog... And what next?

PL

Jest piękny, rześki i słoneczny poranek, albo wręcz przeciwnie szary, zimny i deszczowy wieczór. Budzisz się w pełni energii, lub wiercisz się w łóżku przed snem. I wtedy boom - przychodzi ci do głowy genialny pomysł. Masz plan, dobry, ale wciąż niepewny i misterny. Chcesz założyć bloga. Mieć swój kącik w sieci, tworzyć, dzielić się ze światem cząstką siebie. Niezależnie czy było to natchnienie jednej sekundy, czy scenariusz snuty w głowie od miesięcy bądź nawet lat, chcesz to zrobić, czujesz w kościach potrzebę dania z siebie wszystkiego, zrobienia kroku w przód. Ale jednak. Boisz się. Nie masz pojęcia, czy się uda, czy coś z tego będzie, czy ludzie będą czytać, czy dorobisz się jedynie lawiny hejtu. Gryziesz się z tym uczuciem, lecz podejmujesz ryzyko, odważnie i jednocześnie nieśmiało rejestrujesz swoją stronę w internecie. Z wielkim podekscytowaniem w targających emocjach, siadasz do napisania pierwszego posta, stworzenia przyjemnej dla oka oprawy graficznej. Masz nadzieję, że komuś się spodoba i wywoła pozytywne reakcje. Pierwsze kroki, mały ruch, pierwsi hejterzy. Początki są bardzo trudne, ale nie poddajesz się, walczysz i próbujesz dalej, przecież to było twoje marzenie, które w końcu ma się urzeczywistnić. No i okay. Mijają pierwsze tygodnie, miesiące. Systematycznie pracujesz, projektujesz nowe wpisy, wprowadzasz zmiany, ulepszasz bloga najlepiej jak potrafisz. Zauważasz, spodziewanie lub nie, że licznik odwiedzin szybuje w górę. Jest radość, prawda? Ale spokojnie, to dopiero start. Prawdziwe przygody dopiero się zaczną, naprawdę. Odważyłeś się, zostałeś blogerem. I przygotuj się na to, że to mógł być świadomy lub nie - krok ku zakończeniu twojego dawnego, niewinnego życia w cieniu, kiedy to nikt cię nie znał, nie rozpoznawał, nie pisał maili etc. Tak tak. Nie wierzysz, co? Nie musisz, jednak taka jest prawda. Z pozoru mało znaczące, osobiste pisanie bloga może z czasem doprowadzić do faktu, że zaczniesz mieć (uwaga uwaga), nie bójmy się tego słowa - fanów. Nie każdy się tego spodziewa, nie każdy jest przygotowany na możliwość takiego rozwoju spraw, a ty jesteś? Nie oszukujmy się, bycie kimś rozpoznawalnym, kogo znają nieznane mu osoby, odbieranie miłych, motywujących wiadomości jest niesamowitym doświadczeniem, które potrafi poprawić humor nawet w bardzo złej sytuacji, ale co za tym idzie, w ekstremalnym tempie zlatuje się jak sępy do padliny masa hejterów i ich w większości przypadków, bezsensowego hejtu. Jesteś na to gotowy? Poradzisz sobie? Niestety, na to pytanie musisz już odpowiedzieć sobie sam. Sama po sobie wiem, że mimo pasji i przyjemności jest to ogromny ciężar i wysiłek. Najgorsze jest jednak to, że wraz ze wzrostem twojego sukcesu, ludzie mogą zacząć coraz bardziej interesować się tobą i twoim życiem, albo co gorsza kopiować zarówno ciebie, jak i twojego bloga, natomiast ze strony innych twórców (i nie tylko) możesz spodziewać się ostrej rywalizacji i chęci udowodnienia ci, że jesteś od nich gorszy, mimo tego, że to ty odnosisz coraz większy sukces, a nie oni. Jednak cóż, nie da się ukryć. Po mimo tego wszystkiego, ludzkiej zazdrości i chamstwa, gra jest warta świeczki i przez najbliższe lata za nic nie zrezygnuję z blogowania. Wolę pomęczyć się z niezbyt inteligentnymi hejterami, niż zrezygnować z czegoś, co kocham.
Więc jak drogi początkujący blogerze, podejmujesz się? 😉 


Swoją drogą dziękuję każdemu, kto pisał i pisze do mnie wiadomości, maile, kto mnie czyta, pyta, czy można się ze mną spotkać, swoimi opiniami motywuje do dalszego działania, chce wysyłać podarunki, interesuje się mną itp. Wielkie dzięki, jestem Wam za Wasze niezwykłe zaangażowanie i bezinteresowność nieziemsko wdzięczna. To zaszczyt mieć czytelników z kilkudziestu krajów świata, dla których nie jestem obojętna i którzy chcą mieć ze mną kontakt. Pozdrawiam serdecznie moi drodzy 🌸


ENG

There is a beautiful, brisk and sunny morning, or just the opposite grey, cold and rainy evening. You wake up full of energy, or you are wriggling in bed before the dream. And then boom - an ingenious idea is coming to your mind. You have a plan, good, but still uncertain and elaborate. You want to create the blog. To have own corner online, to create, to share the particle of yourself with world. Nevermind if it was an inspiration of one second, or the scenario spun in mind for months or even years, you want to do it, you feel in your bones the need of giving everything from yourself, of taking a step forward. But still. You are afraid. You don't have a clue, whether it will work, whether something good will be from this, whether people will read, whether you will achieve only avalanches of hate. You are eaiting your heart out with this feeling, but you take a risk, courageously and simultaneously shyly you are registering your website in the Internet. From huge excitement in tormenting emotions, you are sitting down to write the first post, to create the graphical cover nice to the eye. You hope that it will appeal to somebody and will get positive reactions. The first steps, the little views, first haters. Beginnings are very difficult, but you don't give up, you fight and you try farther, after all it was your dream to fulfil which finally was going to come true. And okay. The first weeks, months are passing. You are systematically working, you are designing new posts, you are implementing changes, you are improving the blog best how you can. You notice, expected or no, the score is gliding up. Joy, right? But calm down, it's just a start. Real adventures will begin soon, really. You dared, you became a blogger. And prepare to it, that it could be conscious or not - step to the end of your former, harmless life in the shadow, when nobody knew you, didn't recognize, didn't write e-mails etc. Yes yes. You don't believe, hm? You don't have to, but well, this is the truth. Seemingly little meaning and personal writing the blog with time can lead to the fact that you will start having (attention, attention) don't be afraid of this word - fans. Not everyone is expecting it, not everyone is prepared to the possibility of such matters, and you are? Don't be wrong, being somebody recognizable whom know the unknown for him persons, receiving nice messages and sometimes even gifts, is nice experience which are able to cheer up even in very bad situation, but what follows, as vultures to carrion mass of haters will come and in most of cases, their pointless hate. Are you ready for this? Will you get by? To this question you have to answer yourself. With myself I know that these are a huge effort, in spite of passion and pleasure. However it is worst, that along with the increase in your success, people can start being more and more interested in you and your life, or what is worse to copy of both, you, and your blog, however from the part of other authors (and not only) you can expect intense rivalry and desire to prove you, that you are worse than them, although you are getting more and more success, and they don't. However well, it's obvious. In spite of this everything, human jealousy and the loutishness, game is worth a lot, and for the nearest years I won't give blogging up. I prefer to toil with not very intelligent haters, than to resign something, what I love.
So what the dear novice blogger, do you undertake? 😉


By the way thank everyone who wrote and is writing messages to me, mails, who's reading my blog and other social media, asking, if it's possible to meet me, is motivating with opinions to the further action, wants to send gifts, is interested in me etc. Great thanks, I'm supernaturally grateful to you for your amazing commitment and the disinterestedness. It's honour to have readers from several dozens countries of world, for which I'm not indifferent and which want to be in touch with me. Best regards for all of you 🌸